Nieciekawa przypadłość

Z przypadłością ową męczę się od szóstego roku życia, czyli (nie róbmy tu tajemnicy) od trzech dekad. Najpierw nie było to nic nadzwyczajnego i uciążliwego, jednakże ostatnimi czasy objawy na tyle przybrały na sile, że stało się do dla mnie dość żenujące. Zwłaszcza, kiedy zauważy to ktoś z towarzystwa.

O czym piszę? Ano, piszę o łupieżu. Wstrętne paskudztwo przylepiło się do mojej głowy i odlepić od tylu lat nie chce, a ostatnio, to już w ogóle zaczął mocno przesadzać. Porobiły mi się okropne, krwawe strupy. Dobrze, że włosy mam gęste, to tego paskudztwa nie widać, póki się ich nie odgarnie. Ale pielęgnacja włosów jest utrudniona: nawet zwykłe czesanie jest torturą, bowiem skóra głowy boli, niczym sparzona i przypalona żywym ogniem.

Czego już nie stosowałam: Nizoral, Head&Shoulder’s i wszystkie inne możliwe przeciwłupieżowe szampony, jakie tylko zdołałam odnaleźć na półkach w sklepach i aptekach. I nic. Zupełnie. Część z nich nawet pogorszyła stan zastany. Jedynie wywar z ziół, który sama (w oparciu o właściwości poszczególnych roślin zielnych) sobie przygotowywałam coś tam łagodził delikatnie.

To własnie naprowadziło mnie, by odwiedzić mydlarnię i tam nabyć szampon zawierający aż siedemnaście różnych ziół i dziegiedź. Zapach był niezbyt przyjemny, ale… stał się cud! Naprawdę wszystko z wolna zaczęło znikać: strupy, skorupa martwej tkanki, a i włosy jakieś takie ładniejsze się zrobiły. Owszem, zaczęło się ze mnie sypać, ale wraz z długością stosowania owego szamponu, „śnieg” lecący z mojej głowy również malał. Byłam wniebowzięta! Naprawdę. Oto znalazłam kosmetyk, który naprawdę, ale to naprawdę działał. I kij z tym, że 500ml kosztowało mnie 50 zł. Opłacało się. Postanowiłam zatem, że będę od teraz stosować tylko i wyłącznie ten właśnie szampon. Tylko ten, żaden inny.

Niestety, sielanka nie trwała długo. Kiedy pierwsza butelka się skończyła, zamówiłam nową. Od razu rzucił mi się w nos zapach. Zdecydowanie inny, niż w przypadku pierwszego szamponu. Teraz, zamiast zapachu dziegdziowego, pachniało mi miętą. Taką ostrą, orzeźwiającą i świeżą. Cóż, widocznie nie każdemu pasowały walory zapachowe, to dodali więcej olejków. I jak je dodali, skończył się cudotwórczy wpływ tego kosmetyku na moją głowę. Znów pojawiła się skorupa martwej tkanki, zaczął się świąd, a po niedługim czasie wróciły strupy. Tragedia.

Nie zostało mi nic innego, jak szukać dalej. Wypróbowałam wszystkie szampony z dziegdziem (idąc tropem, bo dziegiedź pomógł raz, pomoże i drugi) i… nic. Strupy, jak były, tak radośnie zostały i – o zgrozo – mnożyły się. Szczęściem jeszcze włosy mi nie zaczęły wypadać garściami, bo wtedy, to już w ogóle bym się chyba powiesiła z „radości”.

Nagle na rynku zaczęły się pojawiać produkty sygnowane nazwą „Biały Jeleń” i opisywane, jako antyalergiczne. Cóż szkodziło spróbować? Podeszłam do szamponów z tej serii/firmy dość sceptycznie. Faktycznie, efekt nie urywał. Ot, jedyne, co mogłam zanotować na plus, to zahamowanie „rozmnażania” strupów i łatwiejsze rozczesywanie włosów. Nic więcej, niestety.

W końcu, któregoś dnia wpadłam na pomysł, żeby porzucić próby z szamponami, za to spróbować z…. mydłem. Tak, zwykłym, szarym, nie perfumowanym mydłem. Z początku efekt nie był zadowalający. Ba! Rzekłabym, że fatalny. Włosy zaraz po umyciu i wysuszeniu (bez suszarki – suszyły się naturalnie całą noc) były matowe, posklejane, tłuste. Rozczesanie ich – istna droga przez mękę. A ile ich straciłam! Aż mi się słabo zrobiło, jak zobaczyłam ile tego zostało na szczotce. No, tragedia. Na drugi dzień już było lepiej – włosy stały się puszyste, gładkie, mniej ich sobie wyrwałam przy czesaniu, ale… strupy nadal były. Łupież też. Cóż, po pierwszym myciu nie zawsze może stać się cud i od razu wszystko weźmie i zniknie, prawda? Stwierdziłam, że dam mydłu szansę.

Dość pozytywnym zaskoczeniem przy stosowaniu mydlanej kuracji było to, że włosy przestały mi się przetłuszczać. Jak wcześniej trzy dni bez mycia już dawało się we znaki ( strąki zamiast włosów, wyczuwalny łój na palcach, kiedy się je przeczesało etc.), tak teraz bez mycia szło wytrzymać tydzień. I naprawdę nie było widać, że tyle czasu włosy nie widziały wody i detergentu. Grzywka (mimo odgarniania palcami, bo pod nią czaił się jeden ze strupów) wciąż wyglądała, jak świeżo po umyciu, reszta włosów, też nie przylegała do głowy, jak tłusty, sztywny hełm. Miłe zaskoczenie.

Po trzech umyciach (czyli trzech tygodniach) strupy zaczęły się zasklepiać (mimo ich nagminnego rozdrapywania – wiem, nie powinnam, ale nie szło się powstrzymać) i z wolna zanikać. Z wolna znika też skorupa martwej tkanki, co powoduje, że zaczyna się ze mnie sypać „śnieg”. Czyli – powolutku wracamy do stanu, który udało mi się wcześniej uzyskać za pomocą ziołowo-dziegdziowego szamponu. Przy najbliższym myciu dołożę jeszcze płukankę z miksu ziół, które stosowałam kiedyś-kiedyś. Powinno wracać ku lepszemu jeszcze szybciej.

Czemu napisałam to, co napisałam? Ano, może komuś, kto męczy się z podobnym problemem wpis pomoże bez zbędnego błądzenia po sklepach i aptekach i bezsensownego wydawania pieniędzy na specyfiki, które nie pomogą, a mogą jeszcze zaszkodzić, pogłębiając patologiczny stan skóry głowy.

Polecam zatem szczerze szare mydło z firmy „Biały Jeleń”. Wybrałam dla siebie mydło z wyciągiem z bzu, który ma (wedle tego, co napisane było na opakowaniu) poprawiać stan i ukrwienie skóry. Czy poprawia? Mogę rzec, że tak. Zatem polecam z czystym sercem wypróbowanie mydła w zamian za szampon. U mnie to zadziałało.

Reklamy

10 komentarzy

Filed under ogólnie, życie

10 responses to “Nieciekawa przypadłość

  1. haaszek

    Sprobuj po umyciu i wyplukaniu mydla wyplukac wlosy w chlodnej wodzie z octem a jeszcze lepiej z sokiem z cytryny. Beda gladkie i lsniace

    • Właśnie o tym wspominała mi mama, kiedy o swoim „odkryciu” opowiadałam. Babcia właśnie tak postępowała ze swoimi włosami.
      Będę musiała sobie to to zastosować i zobaczymy, czy efekt będzie lepszy niż bez płukania w tym specyfiku. 🙂
      Dzięki za przypomnienie 🙂

      • Ja też polecam kwaśną płukankę z sokiem z cytryny lub octem. Ocet z resztą można zrobić domowy z owoców np z jabłek 😉 Yves Rocher ma octową płukankę do włosów z malin, podobno dobra, ale trochę kosztuje.

  2. Mogę Ci też polecić mydło z olejem laurowym, najlepiej to 40%, bo to napalm na wszelkiego rodzaju grzybice. Naprawdę, kiedyś sama zaraziłam się od kogoś łupieżem i grzybicą skóry, po antybiotykach i mało co pomagało. Generalnie włosy są po nim niemiłosiernie sztywne, ale jeśli wypłuczesz właśnie wodą z octem, to naprawdę ładnie je zmiękcza. Poza tym, efekty widać błyskawicznie. Spróbuj także zanabyć hydrolat z cedru też przeciwgrzybiczny i ogólnie antyseptyczny(ja stosuję jako tonik do twarzy) możesz przemywać nim skórę, tam gdzie masz strupki. Możesz też dodawać go do płukanki albo przemywać na linii skóry twarzy i włosów, bo tam pewnie też daje Ci się we znaki.
    Zrobiłam sobie też kiedyś maść na grzybiczne zmiany skórne, też jak walczyłam z tym badziewiem, jest urzekająco prosta. Generalnie może dobrze pomóc na strupy, ale i maseczkę na skórę głowy można z tego zrobić. Ok. 50ml oleju kokosowego i ok. 8 kropli olejku z drzewka herbacianego. Tyle tylko, że to musi być prawdziwy, dobrej jakości olejek a taki niestety kosztuje 20-50zł. Warto też zainwestować w organiczny, bo mają znacznie wyższe standardy czystości chemicznej.

    • Jak tylko się dorobię jakiejś pracy, to na pewno wykorzystam pieniądze na polecane przez Ciebie rzeczy. Na razi muszę poradzić sobie przy użyciu zwykłego mydła. Na szczęście daje efekty 🙂
      Dzięki jeszcze raz 😀

  3. tak, tak – ja kiedys tez myłam szarym mydłem, ba rozgotowanym mydłem i plukałam w wodzie z dodatkiem octu i włosy czesały sie łatwo, 🙂

  4. Inaz

    Jak mi włosy wypadną, to zabiję 😛 Ja się męczę ze zbyt tłustymi włosami i naprawdę chciałabym móc je myć choćby tylko co drugi dzień. Obecnie natłuszczają się w ciągu niecałych 24h i na drugi dzień można smażyć frytki 😛 a skóra na głowie już jest podrażniona od tego mycia.

    • Mnie to naprawdę pomogło. Tylko przy pierwszym rozczesaniu jest tragedia, ale spróbuję octem je po myciu potraktować i podzielę się wrażeniami 😉

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s