Postrzyżyny

Wzięłam się w garść. Spięłam poślady i zrobiłam, co trzeba. Może nie do końca, jak trzeba, ale ogólny zamysł udało się wyciągnąć.

Oto dziś odbyły się Postrzyżyny Motka!

Wzięłam przeniosłam do łazienki wszystkie potrzebne przybory: szczotki, grzebienie, nożyce (takie do materiału, ale dobrze mi służą do cięcia również i moich włosów, więc i do motkowych się nadadzą), ręcznik i torby na strzyżę. Kiedy to wszystko zostało zamontowane, gdzie trzeba i tak, by było pod ręką, wtedy do łazienki wniósł się Motek. Wniósł się oczywiście na moich ramionach, bo jakże by inaczej?

Najpierw nastąpiło gruntowne rozczesanie wszystkich kudłów, których Motek jeszcze tak niedawno miał na sobie całą gęstwę, by usunąć spomiędzy włosów resztki śniadania króliczego. Bo po co mi one przy przędzeniu? Starczy, że owce mają patyczki we włosach potargał wiatr… aaa… przepraszam, to z tych nerwów, co mi jeszcze nie zeszły…

No i jak już po pół godzinie sierść wyglądała imponująco, o tak:

No, wyczesałaś, to teraz smakołyk i do domu, nie?

No, wyczesałaś, to teraz smakołyk i do domu, nie?

Ej! Wypuście mnie stąd!

Ej! Wypuście mnie stąd!

to się wzięłam za ciachanie nożycami.

Cóż, na obsłudze grzebieni i szczotek się znam. Problem w tym, że niczego innego nie strzygłam, tylko swoją grzywkę, a i to wygląda tragicznie. Ciotka – fryzjerka, kuzynki – fryzjerki, a ja jakiś taki odszczepieniec i nożyczek w rękach trzymać nie umiem. Nawet ojciec potrafi dobrze się posłużyć ostrzami i ładnie przyciąć nie tylko żywopłot i trawnik. No, taka melepeta ze mnie, że hej.

Ale wracając do meritum: Motek powinien zostać obwołany króliczym świętym! Bał się nożyc, bo szczękały złowrogo, ale siedział, jak trusia i ani się nie ruszył. Jak mu powiedziałam „stój”, to stał, jak „leżeć”, to leżał i ani nie kicnął. Niemal ze stoickim spokojem poddawał się pielęgnacji moim nie wyrobionym rękom. Obcięłam grzbiet, potem ostrożnie zajęłam się brzuchem, ogonem i łapami na końcu. Gratisem Motek dostał delikatne pedicure i manicure, bo trochę białych pazurków się pokazało, jak się sierść wycięło. Może teraz nie będzie tak drapał i nie będę wyglądać, jak Emo?

Teraz on wygląda, jak hipster. Albo baran:

I co żeś ze mnie zrobiła? Chlip?

I co żeś ze mnie zrobiła? Chlip?

A ja zostałam z małą reklamówką dobrej, długiej strzyży i drugą takiej króciutkiej, puchatej… chyba na poduszeczki do igieł będę przerabiać… albo poduszki dla lalek…? Bo szkoda, żeby taki puch się zmarnował.

Reklamy

4 komentarze

Filed under króliki

4 responses to “Postrzyżyny

  1. Czyli się doczekał nowej fryzury 😉 jest całkiem nieźle jak na pierwszy raz 🙂
    Co do techniki to lepiej zostawiać krótsze bokobrody, nie trzeba będzie poprawiać przed kolejnym strzyżeniem. I trochę krótsze strzyżenie daję większą dokładność cięcia.
    O przerobieniu strzyży z angory na poduszki i poduszeczki niestety można zapomnieć… lepiej nauczyć się filcować 😉

    • Bałam się ciachać bliżej skóry, żeby go nie uszkodzić. Potemu tak to wyszło, a nie inaczej. Przy pysku też wolałam za bardzo nie gmerać, bo bałam się o wąsy: jak je powycinam, to mi królik zgłupieje 😛
      Mam trochę takiej króciuteńkiej miękkiej resztki z podcinania już po przycięciu dłuższych włosów i to to raczej na filc się nie nadaje (o uprzędzeni z tego czegokolwiek nie wspomnę): włoski najdalej mają centymetr. Poduszeczki dla lalek, myślę z tego jakieś się zrobi 😉

      • No właśnie paradoksalnie cięcie przy skórze jest bezpieczniejsze, bo bardziej precyzyjne. Nie raz przycięłam królikowi wąsy, nic się nie dzieje, królik to nie kot (z resztą mam jednego kota prawie bez wąsów, bo giną w zabawach z psem, a mimo to nie wygląda ja kota z problemami z równowagą czy łownością).
        Zasada numer 1, nie ciąć na dwa razy 😛 co jest ciachnięte jest święte do następnej strzyży. Chodzi o to, że tak łatwo zanieczyścić strzyżę sieczką, a przez to jest problem z przędzeniem tego. Do tego to generuje straty… jak zważy się te ścinki to możne się okazać, że z jednej strzyży jest tego tyle, że na spokojnie wystarczyłoby np na domieszkę do czapki, rękawiczek czy innych drobiazgów.
        O poduszce na prawdę trzeba zapomnieć 😛 angora absolutnie nie nadaje się na wypełnienia, bo szybko się zbija, więc nawet szkoda roboty.
        W przemyśle używa się na przędze nawet strzyże o długości ok 3cm, ale do takich gorszych wyrobów, które później strasznie się sypią. Mimo wszystko mysle, że warto spróbować filcować 😉

        • Długi włos ścinałam na raz. Potem dopiero, jak zobaczyłam te schodki, to próbowałam dorównać włos jako tako, żeby wszystko rosło w miarę równo.
          Pisząc o poduszkach, myślałam o takich dekoracyjnych, które tylko są, wyglądają i nic więcej z nimi się nie robi. I tylko do takich. Żadnych innych.
          Może i się nauczę filcować, bo szkoda, żeby te krócizny się nie zmarnowały.

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s