Codzienność

Dzień się tłucze z wolna za dniem… niekiedy brak mi rejwachu i szumu, i niespodzianek, którymi życie może zaskoczyć. Ale tylko niekiedy. Chyba przyzwyczaiłam się do tej powolnej, spokojnej w miarę egzystencji.

W ptasim stadzie żadnych zmian. Codzienne porcje zieleniny, owoców i warzyw powodują, że jedzą coraz mniej ziaren, ale i tak nie chcą zrzucić paru gramów nadwagi. Żałuję, że nie mogę im zrobić większej wolierki, gdzie miałyby więcej miejsca do latania i spalania nagromadzonego tłuszczu.

Motek czuje się coraz bardziej rozluźniony i chyba akceptuje swoje nowe miejsce, bo się rozciąga na całą długość w swojej klatce, kiedy stwierdza, że czas na odpoczynek. Właśnie pożera kolejną marchewkę. Oczywiście działkową. Nie może się od marchwi odkleić, dopóki nie zje wszystkiego do końca. Wczoraj dostał też trochę ogórka na spróbowanie i chyba to kolejne warzywo, które będzie jadł równie zajadle, jak marchewki. Czesanie, a raczej rozczesywanie kołtunów zniósł dość dobrze, choć próbował bardzo postawić na swoim. Mam trochę wyrzutów sumienia, że go tak ostro (wedle mojego odczucia) potraktowałam, ale stwierdziłam, że najwyższy czas na pozbycie się z sierści wszystkich źdźbeł i innych śmieci, żeby wygodnie mu się tuptało tak po klatce, jak i po pokoju, który zwiedza pod moim ścisłym nadzorem. Tak patrząc na niego, mogę stwierdzić, że po Kukule trafił się nam równie inteligentny królik. Dziś przemywałam mu dół klatki, zostawiwszy go pod górną częścią i ani się nie obejrzałam, Motek już kicał poza nią. Powtarzał to raz za razem, przeszkadzając mi w wymyciu do czysta jego klatki. Wstręciuch 😛

Na działce wszystko dojrzewa i rośnie. Cukinie, którymi się chwaliłam ostatnio, zostały zjedzone już dawno, a teraz już nowe się szykują do zbiorów. Sałata powoli się kończy. Pięć sztuk poszło w kwiaty, więc je zostawiłam. Będą na nasiona. Jeszcze jedna rośnie na grządce, a reszta zapełnia lodówkę. Buraki, ogórki, marchew i pomidory zaczynają dojrzewać i od czasu do czasu trzeba je zebrać, by nie przerosły. Dynia robi się coraz bardziej gigantyczna. Dobrze by było, jakby jakaś kolejna się zawiązała i urosła równie dobrze. Bób zerwany i zjedzony, groszek już można za niedługo przekopać. Kalarep zostało kilka małych. Niech rosną jeszcze. Będą na potem. Fasola wszelaka też już szykuje się do zbioru tak do końca. Winogrono trzeba w końcu prześwietlić, to może Motek załapie się na zielone? No i Ruderę trza w końcu wysprzątać, bo piachu w niej jest od zatrzęsienia… Czas też szykować się do robienia przetworów na zimę…

Reklamy

6 komentarzy

Filed under hobbystycznie, króliki, papużki, prace ręczne, życie

6 responses to “Codzienność

  1. Kwerkus

    Nie jestem przekonana do pomysłu siania sałaty która poszła w kwiaty, bo w ten sposób przeprowadzasz selekcję takich roślin, które szybko kwitną. Choć na krótkie dni powinna się nadać, bo nie będzie miała bodźca do kwitnienia 🙂

    • Szybko, to ona w te kwiaty nie poszła, bo to już ostatki sałaty. Dosłownie jedna malutka jeszcze na grządce została, a reszta już jest w zdecydowanej większości zjedzona, resztki w lodówce. Także te pięć zakwitło na sam koniec zbiorów i to tylko dlatego, że nie zrywałam jej za wczasu, bo nie miałam, gdzie trzymać. Gorzej rzecz się ma z rzodkiewką, która prawie cała poszła w kwiaty nim jeszcze wytworzyła korzenie.
      Niestety, nawet kupując nasiona w sklepie, nie mam gwarancji, że tego uniknę.

  2. On może się załapać na (prawie) każdą zieleninę, ale po trochę i rozpoczynając poznawanie nowych smaków pomalutku 🙂
    Trochę mi głupio, że poszedł jako taki dredek przez te wyjazdy :/ teraz resztę ogarniam, ale do jutra powinny być już wszystkie piękne 🙂

    • Aż tak wiele kołtunów na szczęście nie miał i obyło się bez wycinania zbytniego. Tylko na łapkach było trochę więcej wbitych „śmieci” w zmierzwioną sierść i tam tylko delikatnie wycięłam miejsca, których nie szło już w ogóle inaczej doprowadzić do ładu. Teraz już jest gładziutki i jedwabisty.
      A przepraszać nie trzeba, bo wiadomo – wakacje każdemu się przydadzą i odsapka od zwykłej codzienności. Przy tym kołtunki nijak się mają do całości królika, który jest przylepem strasznym i okrutnie bezstresowym zwierzem 😀 No, chyba że zacznę mu czesać łapki, wtedy jest już niefajnie 😛
      Zieleninkę dostał wczoraj w postaci trzech gałązek naci marchewki (razem z marchewką) i jedną gałązkę naci pietruszki na spróbowanie. I chyba w tym zasmakował, bo wcinał bez zająknięcia i jeszcze o dokładkę prosił 😉

  3. Inaz

    A kim jest lub był/a Kukuł/a?

    • Kukuł to pocieszacz dla Roku. W zamian za Kubę, który wziął i się nie znalazł. Niestety, inna terapia niż dokupienie trzeciej nimfy nie działa na naszego seniora, który po utracie Kuby znów przestał jeść i pić oraz zaczął przesiadywać w jednym kącie, smutno spoglądając na drzewa za oknem.

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s