Okno na świat…

Nie pisałam tak długo, bo po pierwsze zabrali nam okno na świat (czyt. Internet), a po drugie mało co się chciało robić w deszczowy tydzień, gdzie ulewa bębniła iście jesiennie po oknach i parapetach. Ale i Internet, i słońce wróciło, więc nadrabiam zaległości we wszystkim. Tylko doba trochę za krótka…

Działka nam zarosła przez te deszcze tak, że z zadbanego ogródka stała się istną dżunglą. Cóż, będziemy ją znów doprowadzać do stanu, w którym nie będzie przypominała dzikiej łąki z elementami uprawy. Koszenia i pielenia jest naprawdę multum. Trawa wyrosła po pas w niektórych miejscach. Starczyło tylko te kilka dni deszczu. G. już naostrzył kosiarkę, więc za chwilę nastąpi pogrom naszej łąki. Może zdążę zebrać kłosy traw dla papug? Zdążę…

Plewienia też jest od groma i jeszcze trochę, bo co jak co, ale wszystko rośnie z prędkością światła, tylko nie warzywa. Już część wyskubaliśmy wspólnie z grządek. Został mi jeszcze tunel foliowy do wyskubania i cały zielnik. A potem kwietniki, bo też zarosły na dziko. Pod folią już wyskubałam pół zagonu. Obrałam też pomidory z nadprogramowych odrostów, żeby w tej ciasnocie nie zasłaniały sobie światła, krzewiąc się nadmiernie. Część krzaczków już wypuszcza kwiatostany. Jeśli rojące się przy dziadkowym bobie pszczoły zechcą je zapylić, będzie trochę pomidorów.

Na razie przeżywamy istną „plagę” rzodkiewek. Jest ich tyle, że za jednym zbiorem przynosimy na raz ponad kilogram. A i to wybieram naprawdę największe z nich. Pierwsze dojrzały podłużne rzodkiewki o bardzo łagodnym, aczkolwiek pełnym smaku. Jeden taki korzeń jest dłuższy od mojego palca. Najdłuższego. Objadamy się nimi pod wszelkimi postaciami, a i tak nie nadążamy z ich przerobem. Czy rzodkiewki można jakoś konserwować? A może ktoś chce, by się z nim tym naddatkiem podzielić? Jeśli chce, niech się kontaktuje w taki, czy inny sposób. Będziemy myśleć, jak to dostarczyć.

Brzoskwinia jest obsypana coraz dorodniej wyglądającymi owocami. Jeszcze nie są ujmujące w wielkości, ale – jeśli utrzymają się i dojrzeją wszystkie – będzie co jeść. Może nie będzie ich takie multum, jak ma to się w przypadku rzodkiewek, ale na brak narzekać na pewno nie będziemy. Gorzej rzecz się przedstawia w przypadku wiśni i śliwek. Na nadmiar tych owoców w tym roku chyba nie będziemy narzekać. A plotki głosiły, że one takie plenne, że nie przejemy. No cóż, nie zawsze może być kawior. Młoda gruszka już dostała rdzy na liściach. Mimo dbania i chuchania, podlewania i nawożenia (z głową, z głową) zachorowała. Cóż poradzić, kiedy na parcelach obok rosną sobie thuje, które to są pierwszymi żywicielami tego rdzewiszcza? A Sąsiad zamyśla cały żywopłot z thui zrobić… Bez pryskania się nie obejdzie w tym przypadku. Przyznam, że brzoskwinia dostała solidną porcję chemii zanim puściła pąki, dzięki temu tylko jeden liść się skędzierzawił, za to reszta wygląda porządnie, jak dobrze wyhodowane liście. Śliwka też dostała swoją porcję. Zapobiegawczo. Ale nie wpłynęło to na jej stan. Przynajmniej ja tego nie zauważyłam.

Winogrona się rozrastają i kwitną. Nie ściągają, niestety, zajętych zbieraniem pyłku i nektaru z dziadkowych bobów pszczół. Żaden owad nie chce też zamieszkać w domku, jaki dla tych zwierzaków naszykowaliśmy. Wciąż są wolne miejscówki do zasiedlenia. Jedyny owad, jaki się tam zalągł, to pajączek. Taki maleńki, jak główka od szpilki. Współczesnej, nie średniowiecznej. Jeśli jednak wszystkie kwiatostany przepoczwarzą się w kiście winogron, to będzie tego winogrona naprawdę sporo. Jednak na to nie liczę. Jak pokazały wiśnie – nie warto cieszyć się i obliczać ilość przed dojrzeniem owoców, bo można srogo się zdziwić.

Na krosenku wciąż ten sam wzór: kratka niebiesko-czerwona. Powoli kończy się włóczka i okazuje się, że może być problem z niebieskim kolorem. Jak na razie nie ma go w pasmanterii, w której ostatnio go kupowałam. Inne odcienie nie wchodzą w grę, bo nie będzie to ładnie wyglądać. A jeszcze trochę do utkania zostało… zobaczymy, może się uda znaleźć odpowiedni kolor.

Nic, czas się odkleić na trochę od kompa i przygotować się do wybycia na działkę, bo pracy jest zbyt wiele, by gnuśnieć w czterech ścianach.

I kilka zdjęć, żebyście mogli zobaczyć, o czym piszę 😉

Brzoskwinie

Brzoskwinie

Brzoskwinie

Brzoskwinie

Łąka trawnikowa

Łąka trawnikowa

Zarośnięty po deszczach zielnik

Zarośnięty po deszczach zielnik

Zagony rzodkiewek

Zagony rzodkiewek

I kolejne rzodkiewy

I kolejne rzodkiewy

Pomagam grochom się piąć po linkach

Pomagam grochom się piąć po linkach

Rzodkiewki

Rzodkiewki

Rzut oka na "chodniczek"

Rzut oka na „chodniczek”

Fasolka szparagowa

Fasolka szparagowa

Pomidory

Pomidory

Doglądanie pomidorów

Doglądanie pomidorów

I znów zarośnięty trawnik

I znów zarośnięty trawnik

Piwonia

Piwonia

Przygotowuję Zielnik na kolejne zioła.

Przygotowuję Zielnik na kolejne zioła.

Czerwoniutkie truskawki

Czerwoniutkie truskawki

Maleńki pasikonik. Jest ich zatrzęsienie na działce.

Maleńki pasikonik. Jest ich zatrzęsienie na działce.

Oto rzodkiewy. Świeżo rwane

Oto rzodkiewy. Świeżo rwane

Rozbijanie podeszczowej skorupy na grządkach

Rozbijanie podeszczowej skorupy na grządkach

A to rozsady, które już sobie rosną w ziemi.

A to rozsady, które już sobie rosną w ziemi.

A tak wyrósł nam bób

A tak wyrósł nam bób

I malutkie słoneczniki.

I malutkie słoneczniki.

Reklamy

1 komentarz

Filed under hobbystycznie, prace ręczne, zaokienne życie

One response to “Okno na świat…

  1. Piekne zdjecia pieknego „zielonego zakatka”.

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s