Porażki i wzloty

Marzenia o stałej pracy znów odeszły do sfery marzeń. Cóż, nie byłam dość dobra w tym, co było ważne dla przyszłego pracodawcy. Trudno. Dół już z wolna zaleczony, a że za oknem słońce gania się z chmurami, to i mnie jakoś tak się lżej robi. Zwłaszcza, że nareszcie mogliśmy zaglądnąć na działkę! Wiecie co? Ja chyba uzależniona jestem od tamtego miejsca. Mimo tego, że żal za odebrany ugór mi nie minął i siedzi, jak drzazga pod paznokciem, to jednak dzień bez oglądnięcia działki jest dniem niepełnym, a nawet niekiedy może zaliczyć się do straconych.

Warzywa i zioła rosną. Oczywiście nie wszystko jest tak różowo, jakbyśmy sobie tego życzyli, bo i nie wszystkie pomidory się chcą przyjąć, problemy z przystosowaniem mają też kalafiory, kalarepy i brokuły, buraczków wylazło ledwo 20 sztuk z wysypanej całej paczki, a i cebuli nie chce się rosnąć w ogóle. Szałwia na Zielniku tez się nie raczyła pokazać do tej pory, więc mogę spisać ją na straty…

Na kwietnych rabatach coraz więcej kolorów: irysy zakwitły wreszcie, przełamując róże i fiolety orlików swoją bielą w odcieniu kości słoniowej. Jeszcze trochę trzeba będzie poczekać i rozwiną się piwonie i goździki. Mam zamiar dosiać jeszcze trochę nowych kolorów, innych kwiatów i zastanawiam się, gdzie w tym gąszczu uda mi się znaleźć trochę wolnego miejsca dla nich. Na jesień rabaty wyglądały naprawdę łyso, myślałam zatem, że wiele kwiatów tam nie przetrwało, więc się nakupiło nasion i teraz trzeba mocno się nagłówkować, gdzie to wszystko pomieścić? Co prawda nadal nie podoba mi się układ roślin, bo niby poprzedniczka próbowała ładnie to zaprojektować (co najlepiej widać po równiutkich, ustawionych względem siebie pod skosem rzędach szafirków), ale w pewnym momencie coś się pokiełbasiło i na przykład taka malwa rośnie tuż przy ścieżce, powoli i skutecznie zasłaniając to, co rośnie za nią.

Owoce powoli sobie rosną na gałęziach. Jest ich naprawdę dużo, nie spodziewałam się, że na przykład brzoskwiń tyle się pojawiło: cztery spore gałęzie są gęsto obsypane mechatymi kulkami. Cieszy też, że zdążyliśmy opryskać drzewko przeciw kędzierzawości liści i tylko jeden listek się chorobliwie zwinął. Reszta jest nietknięta chorobą w ogóle.

Na oknie w domu dojrzewają do wyjścia na działkę papryki, kapusta melisa, mięta, estragon, bazylia i seler. Powolutku wszystko może jeszcze w tym tygodniu zajmie swoje docelowe miejsce na „wolności”. Niech tylko się cieplej zrobi, bo przy takim zimnie, to ręce grabieją zbyt szybko, by móc szybko i sprawnie pracować. Prawie czerwiec na kalendarzu, a tu cały czas trzeba się w swetry ubierać i ciepłe skarpetki na nogi naciągać. I w mieszkaniu dogrzewać. Zwariowana ta pogoda.

Przez weekend planowaliśmy bawić się na turnieju, ale okazało się, że mamy tak dużo wydatków i tak mało pieniędzy, że nie mamy za co dojechać na miejsce. Nie wspominając już o powrocie… cóż, w tym roku chyba nie będzie okazji do włożenia strojów i bawienia się w gronie znajomych. Nagród w turniejach łuczniczych tez się nie zdobędzie, bo nie ma za co w nich startować. Straszny ten rok. Typowo trzynasty. Jak nic. Może kolejny będzie bardziej bogaty w możliwości?

Ech, wyżaliłam się, ponarzekałam, czas zasuwać do roboty, bo trochę tego się przez weekend nazbierało. No i trzeba też siąść do krosenka, żeby pas w kratkę dokończyć. Ciekawe, czy wyjdzie mi z tego to, co planuję?

A na zakończenie kilka zdjęć autorstwa Geralta i jego komórki.

Brzoskwinie są coraz większe i coraz bardziej puchate.

Brzoskwinie są coraz większe i coraz bardziej puchate.

Skubanie grządki z siedmiolatką. Ta cebulka dała radę wzejść.

Skubanie grządki z siedmiolatką. Ta cebulka dała radę wzejść.

O, tak właśnie się skubie grządki - na spokojnie i wygodnie. Można tak siedzieć i siedzieć, i skubać.

O, tak właśnie się skubie grządki – na spokojnie i wygodnie. Można tak siedzieć i siedzieć, i skubać.

Coraz bardziej zielono na grządkach. Groch dostał kratkę, na którą może się wspinać do woli.

Coraz bardziej zielono na grządkach. Groch dostał kratkę, na którą może się wspinać do woli.

Reklamy

10 komentarzy

Filed under hobbystycznie, prace ręczne, zaokienne życie, życie

10 responses to “Porażki i wzloty

  1. Tatsu, Hhhhmmm!! Chyba Powinienem zaczac inaczej: Szanowna Pani Smoczyco! Glowa do gory!!!

    Po moich doswiadczeniach (a juz bylem ze 4 razy „trwale” tzn. dluzej niz 5 miesiecy bez dochodowego zajecia), wiem, ze po „chudych latach”, zawsze przychodza „lata tluste”.

    W tym momencie, byc moze jestes w wielkim (lub mam nadzieje, ze plytszym) dolku psychicznym. Najwazniejsze, zebys sie w takich sytuacjach nie zalamywala!!! Nie stac Cie na taki luksus!! Pozwol swemu mezczyznie skutecznie Cie pocieszyc i podniesc na duchu!! Bo jesli bedziesz sie „pisala” na nastepne stanowisko – musisz byc tak entuzjastyczna i przekonywujaca, zeby nastepny pracodawca nie odmowil!!

    Pozdrawiam Cie Twoj Brat-w poszukiwaniu-pracy!
    Falco Peregrinus

    • Dziękuję bardzo za słowa pocieszenia 🙂
      Na bezrobociu siedzę sobie od około dwu lat. Zaczynam poważnie obawiać się swojej emerytury :/ Nie podejmowałabym się kolejnych prób, gdyby mi nie potrzeba było pieniędzy na opłaty. Już nie liczę na zarobek na takie wyuzdane przyjemności, jak choć jedna książka w miesiącu, czy wypad do kina na jakiś ciekawy film od czasu do czasu. Cóż, to widocznie zbytki są nieodpowiednie dla obywatela i rząd dba, by na nie nam już nie wystarczyło, żeby się taki obywatel nie zdeprawował 😛
      Się kiedyś z doła wygrzebię, żeby znów stanąć do egzaminu i znów – zapewne – przegrać. Zaczynam się już z wolna do tego przyzwyczajać.
      Tobie również życzę powodzenia 🙂 Niechaj Twoja własna praca Cię znajdzie i już nie puści 😉

  2. Wspolczuje! Dobrze, ze masz jeszcze ten kawalek grunu, gdzie sie mozesz „wyzyc” fizycznie, ogrodniczo i artystycznie 🙂 .

    Wiadoma sprawa, ze choc pomaga to obnizyc koszty utrzymania ale wszystkich rachunkow raczej nie zaplaci ;(

    Za zyczenia dziekuje (ten tydzien pelen mam rozmow kwalifikacyjnych i testow przeroznych). Zdaloby sie w koncu pojsc, gdzies na spokojny etat, co na pewno daloby ociupinke stabilnosci finansowej i wiecej czasu dla rodziny oraz na uprawianie hobby 🙂

    • Też się cieszę z tych naszych niecałych 4 arów, bo to trochę dobrego jedzenia zawsze będzie. Co prawda początki są trudne, bo niby wychowywałam się na wsi i na działce rodziców często pomagałam, to nigdy nie wchodziłam głęboko w zagadnienia upraw, bo moja pomoc zwykle ograniczała się do pomocy w zbiorach. Dlatego robota przy sianokosach, żniwach, wykopkach, czy pieleniu grządek nie jest dla mnie niczym nadzwyczajnym. Gorzej, jak mam wyhodować roślinę z ziarna. Teraz dopiero się uczę, jak wykonać rozsady, kiedy je przesadzić do gruntu etc. Ot, coś nowego do nauki 😉
      A za Ciebie będę trzymać kciuki 🙂 Niech wpadnie fajna robota i poprawi Wam byt 🙂 I żeby była taka, jakiej potrzebujesz 😀

  3. Mam to samo – to znaczy smutki i poczucie bezradności znikają, gdy zajmuję sie pracą w ogrodzie i na polu.To jest takie proste, szlachetne i odrywające od zwariowanego, niepojętego w swym okrucieństwie świata zajęcie.Dusza oddycha spokojem, nadzieja i wiarą, że jest na tym świecie cos, co naprawdę ma sens. Jedność z przyrodą.Bliskośc z drugim człowiekiem. Zachwyt nad zapachem ziemi, kolorem nieba i cudowną ciszą.Oby jak najwięcej było takich właśnie leczniczych chwil przed nami!
    Życzę Ci z całego serca Tatsu, byś nie utraciła wiary w siebie i by wreszcie ktoś dał Ci szansę na podjęcie satysfakcjonującej Cię pracy!
    Pozdrawiam ciepło!:-)

    • Dziękuję bardzo! 🙂
      Powoli leczę się z doła tkaniem, bo dziś, z deszczem kręcącym się wciąż nad miastem nie ma szans na wyjście i pobycie chociaż na działce. Jest zimno, mokro, a w takich warunkach jestem w stanie tylko siedzieć w domu i tkać, choć i to przychodzi dziś z trudem, bo ból głowy pogłębia się od piątku 😦
      Brakuje mi domu z ogrodem, do którego mogłabym wyjść kiedykolwiek, na chwilę… odetchnąć powietrzem wypełnionym wonią kwiatów i wrócić do ciepłego wnętrza.. ot, płaskie i płytkie marzenia znużonego wojną człeka… 😉

  4. Mam nadzieję, że wszystko wzejdzie i wzrośnie jak trzeba, dostarczając wielkiej satysfakcji!
    Pracy trzeba będzie poszukać gdzie indziej.
    Podziwiam pielęgnowanie ogródka, wygląda ślicznie zadbany taki.
    Mnie ciągle na to czasu za mało, mam zarośnięty trawnik i tyle 🙂
    pozdrowienia i powodzenia, praca w ogródku odstresowuje!

    • Podejrzewam, że przez deszcze to nam wszystko trawą i ziołem zarosło tak, że nic nie będzie widać spod pokrywy tzw. chwastów 😛 Dziś, korzystając z przerwy w deszczu, mam zamiar wybrać się na nasze (obecnie) bagna i zobaczyć, co mogę zrobić. Bez pielenia chyba się nie obejdzie 😦

  5. Podobno nie ma tak źle żeby nie mogło być gorzej. Myślę jednak że teraz to może być już tylko lepiej i tego się trzymajmy!

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s