No to się ****** nacieszyliśmy…

Kiedy jedziemy na działkę, zawsze wcześniej mogę ją zobaczyć z okien auta. Zawsze nie omieszkam spojrzeć, czy wszystko jest na działce w porządku. Tym razem w oczy rzuciła mi się wielka, czarna plama, okalająca naszą działkę i włażąca na ugór. Ewidentnie suche trzciny i trawy zostały spalone! Z duszą na ramieniu ruszyliśmy z parkingu w stronę działki. Od Pana Wiceprezesa dowiedzieliśmy się, że pożar gasili strażacy, robiąc przy tym nie mało szkód. Faktycznie, kłódka na jednej z bram została przecięta, siatka przy naszej działce została mocno pogięta, gałąź sosny na działce u Pań Babć została ułamana, kalecząc pień.

Ogień doszedł z zewnętrznej strony prawie pod latrynkę działkową. Ugór spłonął tylko tam, gdzie nie zdążyłam jeszcze wyżąć traw do końca. Ogień strawił nie tylko chaszcze, ale też forsycję i pięć krzewów, dorodnych krzewów porzeczek, które na ugorze rosły. Wierzba ma nadpalone liście. Na szczęście nie doszedł do malin, ale chyba topinambur się upiekł, jak na kartofle przystało. Jestem zła na tego bezmózga, któremu zachciało się wypalać trzciny na brzegu rzeki. Następnym razem, niech sobie gacie zapali i puści biegiem przez ulice. Na koniec biegu niech nie zapomni walnąć „baranka” w jakąś solidną ścianę.

Szkoda mi wszystkiego, co żyło na spalonym terenie. Wyć mi się chce. I nic więcej…

Zmusiłam się dziś do prac porządkowych na działce. Wyczyściłam trawnik z liści i łupin orzechowych, których nie zebrałam przed zimą. Wyzbierałam to to ręcznie, bo grabkami bym się zmachała i nic by z tego nie wyszło. Potem, kiedy już wiadro suszu zostało wyniesione, rozpoczęłam rekultywację trawnika, dziabiąc ile sił w rękach murawę widłami. Podziabałam tylko 1/4 trawnika (a może i mniej) i resztę zostawiłam na potem. Nie chciałam się zajechać na dzień dobry, żeby móc dokończyć pracę jutro. Kiedy przesiliłabym mięśnie, następnego dnia z zakwasami nie zrobiłabym już nic, a samo się wszystko nie zrobi.

Dziś pompa znów została zaprzęgnięta do pracy. Zioła dostały swoją porcję wody, każde z drzew i krzewów również. Kwiaty niemalże pływały przez chwilę, ale wszystko szybko się wchłonęło, pozostawiając wilgotną powierzchnię ziemi. Pod tunelem też wszystko zostało solidnie zroszone. Włącznie z jaszczurką, która tam sobie pomieszkuje. Na jesieni były dwie, teraz została tylko jedna. Miały „domek” pod plastikową tacą. Miały, bo taca zmieniła miejsce „zamieszkania”. Zastanawiam się  czy w kącie nie zrobić dla niej czegoś w stylu domku, żeby mogła się w nim schronić. Nie chcę jej wyganiać na ogród, bo mogą ją złapać koty… a ona taka mała jest…

Jutro planujemy zrobić więcej niż dziś, bo przesiedzimy tam chyba całą sobotę. Wedle pogodynki, będzie padać dopiero w nocy, za to w dzień – słonecznie i ciepło, więc będzie można na spokojnie sobie popracować, nie patrząc na zegarek, czy na wędrujące po niebie słońce. Pewnie dokończę dziabanie trawnika. A potem…? Pewnie zajmę się wygładzaniem grządek. I może coś wysieję…?

Oto część zdjęć z dzisiejszego działkowania:

Ogień odszedł aż do latrynki, co widać po granicy wypalenia.

Ogień odszedł aż do latrynki, co widać po granicy wypalenia.

Widok na spalony ugór

Widok na spalony ugór

No i okna już nie posłużą do budowy inspektu...

No i okna już nie posłużą do budowy inspektu…

To była forsycja. Jeszcze wczoraj była obsypana złotym kwieciem. teraz to sczerniały kikut.

To była forsycja. Jeszcze wczoraj była obsypana złotym kwieciem. teraz to sczerniały kikut.

Widok na część działki Pań Babć. Tuż przy furtce krzewiła się pięknie forsycja. Teraz jest zwęglonym stosem patyków.

Widok na część działki Pań Babć. Tuż przy furtce krzewiła się pięknie forsycja. Teraz jest zwęglonym stosem patyków.

To jeszcze wczoraj była dorodna porzeczka...

To jeszcze wczoraj była dorodna porzeczka…

Można zobaczyć ogrom zniszczenia, jakich dokonał pożar. A mogło być tak pięknie...

Można zobaczyć ogrom zniszczenia, jakich dokonał pożar. A mogło być tak pięknie…

Trójkątny tulipan

Trójkątny tulipan

Biało-żółta kiść tulipanów

Biało-żółta kiść tulipanów

I mamy swój mały Kraik Kwitnącej Wisienki :)

I mamy swój mały Kraik Kwitnącej Wisienki 🙂

A tak teraz wygląda kwietnik. Ten największy.

A tak teraz wygląda kwietnik. Ten największy.

Podlewanie ziółek z węża

Podlewanie ziółek z węża

Czy ktoś widzi tu jaszczureczkę?

Czy ktoś widzi tu jaszczureczkę?

Reklamy

6 komentarzy

Filed under hobbystycznie, prace ręczne, zaokienne życie

6 responses to “No to się ****** nacieszyliśmy…

  1. Kwerkus

    Widzę!!! 😀

    U rodziców kiedyś mało wszystkiego jeden kretyn nie puścił z dymem. Przy czym „wszystko” obejmuje też mieszkanie i jego lokatorów… Dzięki interwencji strażaków spłonęło „tylko” jakieś 150 metrów 30 letniego żywopłotu złożonego z żywotników i głogu ostrogowego podsadzonych dziką różą i porzeczką alpejską, oraz fragment pola z roślinami cebulowymi ukrytymi pod trawą. Ale gdyby ogień przedarł się z 10 metrów dalej, dotarłby do plantacji żywotników, za którymi były świerki, kolejne żywotniki, jałowce…. Jednym słowem porządny iglasty las dochodzący praktycznie do domu. A droga żeby się wydostać na otwartą przestrzeń to kolejne 100 metrów pomiędzy różnymi krzaczorami…
    Nie dziwię się, że mama do tej pory ma koszmary i stan przedzawałowy gdy tylko dym poczuje. 😦
    Z porzeczkami i forsycją poczekajcie trochę z karczowaniem, jest pewna szansa że odbiją od dołu, jeśli ogień zostawił coś nad ziemią. Trzymam kciuki.

    • Właśnie doły krzewów mają się najgorzej 😦 W górnych partiach są zasuszone ogniem liście, ale na dole, to po prostu węgiel drzewny 😦 Cały żar był nisko przy ziemi…

      • Kwerkus

        😦 A pod ziemią? Na ile głęboko żar dotarł?

        • Nie sprawdzałam. Mrówki w każdym bądź razie przetrwały 😛 Stado jaszczurek też. Na szczęście.

          • Kwerkus

            Mrówki są spryciary 😀 Dobrze że jest już w miarę ciepło, to zwierzaki zmiennocieplne były w stanie uciekać. Gorzej z ewentualnymi ptasimi gniazdami w trzcinowisku, mam nadzieję że jest na tyle małe i na tyle duży ruch w okolicy, że nikt tam mieszkania nie założył…
            Trzymam kciuki żeby krzaczory odbiły.

            • Może na brzegu coś było gniazdowego, ale raczej nie podejrzewam. Nie widziałam wielkiego tam ruchu w trzcinowisku oprócz stada przysiadających tam od czasu do czasu mazurków.
              Co do krzaczków… miło by było się pozytywnie zdziwić, ale nie liczę na to, ze coś jeszcze z nich będzie. 😦

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s