Zielono mi

Za oknem klon już się zieleni. Jeszcze chwila, a za oknem nie będzie nic więcej widać, tylko ścianę soczystej zieleni. Uwielbiam ten czas. W ogóle to wszystko nadrabia tę przydługą zimę, bo w uszach aż piszczy od godowych nawoływań okolicznych ptaków, a w oczach się mieni od barw i odcieni wszystkich kolorów, jakie wymyśliła Matka Natura.

Na działce zmiany za zmianami. Miał być pleciony płotek wokół zielnika. Miał, ale nie będzie. Po przeliczeniu wszystkich kosztów, stwierdziliśmy, że nas na takie rzeczy nie stać, więc postawiliśmy płotek z gotowca. Myślę, że tragicznie się nie prezentuje? W sumie, jak zdobędę gdzieś tanio wiklinę, lub brzozowe, czy wierzbowe gałązki (w okolicy mało tego rośnie, by się wybierać na wycinkę), to takie płotki okolą warzywniki i kwietniki. I będzie ładnie wyglądało od frontu. Bo zielnik, to widać dopiero, jak się wejdzie głębiej na działkę albo z sąsiadujących parceli. No, takie niereprezentatywne miejsce mu się dostało. Do „kubików” dosypaliśmy torfu i ziemi ogrodowej, żeby trochę rozluźnić gliniaste podłoże, jakie mamy na całej działce. Bardzo w tym miejscu chcę podziękować Pani Wiceprezesowej, że zgodziła się nam pożyczyć taczkę, bo bez niej, to do jutra byśmy te wory targali z parkingu na działkę, a to dość spory dystans. Niestety, ceny taczek nas przyginają do ziemi i chyba prędzej sklecę wózek drabiniasty, niż dorobię się taczki sklepowej. A podobno mimo tej wykopanej w kosmos ceny są zupełnie do kitu, bo jak się za dużo nakładzie, to się rączki wyginają. No po prostu masakra i totalny „szajs” za 200 zł.

Jak się już ten torf i tą ziemię rozsypało, to trzeba było trochę to ze sobą wymieszać. Cóż, wzięło się tę motykę w dłoń i się mieszało, wyciągając przy okazji perzowe kłącza, z których raźno wyrastały źdźbła. Narobiłam się, ale przynajmniej wszystko wygląda, jak powinno. Mam nadzieję, że teraz będzie tam wygodnie roślinom zielnym. Już znalazłam miejsce, gdzie rosną fiołki trójbarwne w ilościach hurtowych, więc się je stamtąd zabierze i przesadzi na zielnik. Mam nadzieję, że się przyjmą. Mniszek lekarski rośnie sobie na rabatach i też czeka na przesadzenie w miejsce docelowe. Inne zioła dorastają z wolna do bycia prawdziwymi ziołami i jeszcze trochę potrzymam je w domu, zanim wypuszczę w szeroki świat. Za to już mamy w zielniku pierwszych lokatorów. I to takich z tych bardzo stałych: rabarbar i chrzan. Ten pierwszy jest w połowie z odzysku, bo już rósł sobie tam, gdyśmy przejmowali opiekę nad działką, a po części z zakupu. Dwie gałązki z pięciu trafiły do nas, reszta powędrowała do Majstra geraltowego. W zamian otrzymaliśmy chyba z pięć, czy sześć korzeni chrzanu, który – mam nadzieję – zadomowi się w zielniku.

Warzywnik na razie bez zmian. Zielnik zajął nam cały dzień (prawie), bo roboty przy nim było dość sporo. W przerwie w kopaniu zielnika, jeszcze raz przeplewiłam „skalniaczek”, który jeszcze nie jest skalniaczkiem, bo trochę trawska się na nim pojawiło. Kolejną sprawą, jaką będę się zajmować w najbliższym czasie, to trawnik. Trzeba go trochę odświeżyć po zimie i po braku opieki nad nim poprzednich właścicieli. Worek nasion jest zakupiony, więc starczy trochę oczyścić plac, dopowietrzyć ziemię i można już dosypywać nowej trawy.

Śliwa dostała swoją porcję chemii. Niestety. Wolałam to zrobić zapobiegawczo, bo nikt z niej nie zrywał owoców. Od jak dawna – nie mam pojęcia. Dzięki temu grzyb mógł się przyplątać i to bez jakichś szczególnych działań zmierzających ku zagrzybieniu drzewa. Ubaw musieli mieć ci, co przejeżdżali obok drogą, widząc mnie, siedzącą na drzewie z dyszą w jednej dłoni, pniem w drugiej i starającą się znaleźć dojście pomiędzy mrowiem gałęzi do każdego pąka. Nie mam pojęcia, czy mi się to udało. Mam nadzieję, że wszystkim (niczym za socjalizmu) dostało się po równo. Cóż, tak to jest, jak drzewo wysokie, a drabiny brak. Jakoś radzić sobie trzeba. W sumie teraz wiem, że i po owoce mogę się wspiąć na śliwę i drabina – póki co – jest zbędna. No bo na pochyłe drzewo i koza… pardon – smok – skacze.

Po przejrzeniu stanu ugoru, stwierdziliśmy, że tam roboty jest niebotycznie wiele. Zeschła trawa się położyła i jej żęcie będzie nastręczało wiele trudności, za to nowe źdźbła już wybujały wysoko w górę, czyli zaczyna się zaraz robota na nowo. Byle tylko nie dopuścić do zawiązania kłosów, bo to wszystko się znów porozsiewa dokoła i doprowadzone do czystości działki okoliczne (bo nie tylko nasza) znów będą oazami traw wszelakich. Przy okazji znaleźliśmy nowy, solidny kawał rabarbaru. Chyba przeniesiemy go na zielnik. Niech sobie rośnie z resztą swoich ziomków, bo co będzie tak sam, na takim ugorze siedział?

Na kwietnikach coraz więcej kwiatów prezentuje swoje płatki: a to żagwin ogrodowy fioleszczy (no bo nie niebieszczy) się coraz mocniej, tulipany pokazują swoje kwiaty, zaskakując kolorami. Pigwowiec lada chwila otworzy pąki tak samo, jak wiśnie. Ugorowa wierzba już pokazuje kwiatostany, a krzewy forsycji zdobią każda niemal działkę w okolicy.

Po prostu – wiosna pełną gębą. Zobaczcie sami:

Nasz zielniczek już prawie prawie skończony. Jeszcze tylko jedna ścieżka potrzebuje kamyczków.

Nasz zielniczek już prawie prawie skończony. Jeszcze tylko jedna ścieżka potrzebuje kamyczków.

Chrzan od Pana Majstra.

Chrzan od Pana Majstra.

Rabarbary: ten duży, to swojak, a te dwa małe, to ludność napływowa.

Rabarbary: ten duży, to swojak, a te dwa małe, to ludność napływowa.

Żagwin ogrodowy obsypujący się z wolna kwieciem.

Żagwin ogrodowy obsypujący się z wolna kwieciem.

Drugi tulipan pokazał kwiat. Inny, bo pomarańczowy.

Drugi tulipan pokazał kwiat. Inny, bo pomarańczowy.

Biało-żółte tulipany. Miałam rację, pisząc, że już na drugi dzień pokażą pełne kwiaty.

Biało-żółte tulipany. Miałam rację, pisząc, że już na drugi dzień pokażą pełne kwiaty.

Czy ktoś może wie, co to za roślina? Za nic nie mogę jej znaleźć w Internecie...

Czy ktoś może wie, co to za roślina? Za nic nie mogę jej znaleźć w Internecie…

Kwiaty pigwy tylko czekają na impuls.

Kwiaty pigwy tylko czekają na impuls.

Jakiś kwiat, którego nazwy jeszcze nie znam, chyba za niedługo pokaże płatki.

Jakiś kwiat, którego nazwy jeszcze nie znam, chyba za niedługo pokaże płatki.

Widok na ugór z ujęciem wszystkich krzewów forsycji.

Widok na ugór z ujęciem wszystkich krzewów forsycji.

Wierzbowe kiście kwiatowe.

Wierzbowe kiście kwiatowe.

Czerwone buławy na kwietniku.

Czerwone buławy na kwietniku.

Skrawek przyruderkowego kwietnika.

Skrawek przyruderkowego kwietnika.

Reklamy

4 komentarze

Filed under hobbystycznie, prace ręczne, zaokienne życie

4 responses to “Zielono mi

  1. haaszek

    Zdjęcie rosliny za tulipanami – glistnik jaskółcze ziele – chwast, ale bardzo ładny. Jego pomarańczowy sok podobno dobrze robi na kurzajki.

    • Glistnik? To tak wygląda? Kurczę, nigdy nie widziałam go bez kwiatów. Czyli chyba mam kolejnego mieszkańca Zielnika 😉
      Dzięki za oświecenie 🙂

  2. mp

    Ten kwiatek bez nazwy wygląda mi na sasankę, czerwone buławy to piwonie, a nieznana roślinka to najpewniej glistnik jaskółcze ziele.

    • Sasanka? Hmmm… no to jestem po raz kolejny mile zaskoczona 🙂 No i miło wiedzieć, że piwonie też są, bo zastanawiałam się, czy ich nie kupić, a tu – masz – są, rosną i mają się dobrze 😀

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s