Kwiecień – plecień…

… bo przeplata trochę zimy, trochę lata. Przysłowia mądrością narodu. Jak jeszcze w poniedziałek człek mógł się cieszyć słońcem i ciepłem, tak we wtorek wszyscy mogli podziwiać iście jesienną aurę: deszcz, deszcz ze śniegiem, a nawet i solidne płaty śniegu spadające z szarych, nisko zawieszonych chmur. Cóż, taki czas, kiedy pogoda zdradliwą jest i – owszem – jest to uciążliwe, ale przecież było tak zawsze, że przedwiośnie zasypywało nas całą gamą przeróżnych warunków pogodowych. Nawet długa zima, jak w tym roku nie jest jakąś dziwną nowością i anomalią, bo nie raz się to zdarzało. Na ten przykład jakieś ponad 30 lat temu w Wielkanoc można też było sobie na sankach pojeździć. Na Saharze tez od czasu do czasu spadnie śnieg. Wielkie mecyje. Lato będzie, wiosna też już zaraz się pojawi, a że szarówka i zima zmęczyła wszystkich, to nie ma o czym już pisać. Teraz zaraz już tylko słońce, ciepełko i multum narzekań: czemu tak gorąco?

A ja sobie spokojnie kończę krajeczkę w serduszka. Potem planuję utkać jeszcze jedną krajkę, ale chyba już bez „wodotrysków”. Obie pójdą na przerobienie i staną się zgrabnymi paskami do współczesnych spodni. Kilka jest już testowanych i testy wypadają pomyślnie, więc wróżę pewien (na pewno nie oszałamiający) sukces tym wyrobom. A potem… potem zabiorę się za ćwiczenie kratek. Znaczy będę ćwiczyć tkanie kraciastej tkaniny, żeby zobaczyć, jak się to w ogóle robi i czy w ogóle wyjdzie. Jak będzie ładnie, to się pochwalę. W innym przypadku – nic nie zobaczycie. Brzydkich rzeczy nie powinno się pokazywać ludziom, bo to tak nie ładnie.

Za 10 dni jedziemy (o ile nic nie pokrzyżuje nam planów) na pierwszy w tym sezonie turniej. Muszę wyciągnąć z szaf ciuchy, poprzeglądać je, pocerować, ponaprawiać (zwłaszcza swoją kiecę z brązowego, grubego płótna, bo już wygląda naprawdę źle. Ba! Wręcz tragicznie). Tak po prawdzie już się nie mogę doczekać. Po poprzednim sezonie czuję niedosyt, bo wyjazdów mało, a i na Grunwaldzie nie byliśmy. W tym roku również nie będziemy. Szkoda. Mimo całego mrokokoko i cyrku wokół Inscenizacji, lubię tam jeździć. Po prostu ciągnie mnie klimat wytworzony w Chorągwi Tczewskiej i rubaszny humor artylerzystów. Tęskno mi do nich, bo to naprawdę równe chłopaki są. Tak myślę, że może by się udało zrobić obóz taki tylko dla nas…? Gdzieś w okolicy…? Pomyślimy, zobaczymy. Na razie nie mogę planować tak daleko, bo być może szykują się dość drastyczne zmiany w moim życiu i jeśli się pojawią, dopiero będę mogła decydować, co dalej. Póki co, można myśleć i planować na papierze i w marzeniach.

No i panowie od parkingu wrócili wreszcie do pracy. Według tablicy informacyjnej parking miał zostać oddany do użytku w lutym tego roku. Szczęśliwie mamy już kwiecień. No cóż, Polska. Ciekawe tylko, czy starczy im kostek brukowych, czy będą ich musieli dokupić parę palet, bo ludziska powybierali dość sporo tego z pozostawionych bez nadzoru paczek. Nie wyrobili się na czas, to teraz będą mieli koszty. Przy tym, kto widział, żeby prace modernizacyjne odkrytych placów robić w zimie?

Nic, trza się trochę za robotę wziąć, a nie siedzieć całymi dniami przy kompie.

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under hobbystycznie, ogólnie, prace ręczne, turnieje, zaokienne życie, życie

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s