Pierwszodziałkowo

W końcu pogoda i samopoczucie pozwoliły na wybranie się na działkę i zobaczenie, co też tam zima zmalowała, a z czym obecnie wojuje wiosna. O dziwo nikt nie wykazał chęci ograbienia nas z niewielkiego dobytku, jaki zostawiliśmy na działce. Nie wiem czemu, ale podświadomie obawiałam się kradzieży i włamania do Ruderki. Chociaż domek nie wygląda okazale. Ba! wygląda wręcz fatalnie. Dzięki temu raczej odstrasza niż zachęca. I dobrze.

Dach Ruderki trzeba koniecznie trochę połatać, bo na jesieni widać było, że cieknie w kilku miejscach. Tylko jak to zrobić bez drabiny i możliwości wejścia na dach. To ostatnie mogłoby się skończyć wylądowaniem wśród drzazg i resztek pogiętej blachy. Cóż, belki są nieco przeżarte przez korniki, więc trzymają się na słowo honoru.

Przegląd roślin wypadł bardziej pozytywnie, niż się spodziewałam. Agrest, na którym stawiałam krzyżyk ma się dobrze, a nawet świetnie i już puszcza listki na wszystkich gałązkach. Tak samo czarna porzeczka, ale w sumie jej byłam pewna, spodziewałam się, że odbije. Maliny wyglądają źle, bo są zeschnięte, ale jeszcze na nie nie czas, więc zobaczymy, co wymyślą potem. To samo tyczy się czerwonych porzeczek, które na razie jeszcze śpią.

Drzewa tez nie wykazują chęci na puszczenie liści. Orzech śpi w najlepsze, wiśnie i śliwa również. Brzoskwinia niby coś próbuje, ale niech sobie odpuści pączkowanie, bo trzeba ją opryskać, żeby nie miała kędzierzawki, jak w poprzednim roku. Jeśli puści liście, to już za późno będzie na pryskanie i znów będzie mieć pokręcone liście niczym baranek. Śliwie też się dostanie, żeby grzyba nie załapała, bo widziałam parę zaschniętych owoców jeszcze wiszących na gałęziach. Ciężko do nich się dostać bez drabiny. Może jakoś je postrącam…

Zrobiliśmy też podwaliny pod przyszły zielnik. Będzie naprawdę duży. Nie wiem, czy nie za duży, jak na nasze potrzeby. W sumie zioła zawsze można suszyć albo posiekać i zamrozić. Będą na potem. Na razie za pomocą sznura i patyków wyznaczyliśmy ogólny zarys, by zobaczyć, czy się wszystko pomieści. Na środku planujemy posadzić brzoskwinię. Nie, nie nową, tylko tę, która do tej pory rośnie w cieniu orzecha. Dookoła niej będą rosły zioła na czterech połaciach otoczonych niskim płotkiem. Myślę, że nie dość, że będzie to ładnie wyglądało, to jeszcze zaowocuje mnóstwem dorodnych ziół i „szczęśliwą” brzoskwinią, która na pewno lepiej się poczuje w miejscu, gdzie przez większą część dnia będzie miała dostęp do słońca.

Projekt zielnika

Powoli pokazują się wyczekiwane od jesieni tulipany. Wyczekiwane, bo nie chciało mi się przekopywać wszystkich rabat w poszukiwaniu cebulek, taki leniwiec ze mnie. W sumie spodziewałam się większej ilości tych kwiatów, a tu tylko dwie kępki.

Tulipany

Pączki na pigwie powoli nabrzmiewają i nawet pękają, pokazując maleńkie jeszcze listki. Oby tak było coraz cieplej, żeby te pąki i te listki się nie zwarzyły.

Pączki na gałązce pigwy

Pękający pąk na pigwie

Niestety, tunel foliowy wygląda źle. Nie posłużyła mu zima i wiatry. Nie wiem, czy uda się go połatać, czy trzeba odłożyć jakoś pieniądze na nową folię, bo u nas trochę cienko z finansami. Może jednak z łatami wytrzyma jeszcze jeden rok?

Tunel foliowy po zimie

Agrest pokazuje, jak bardzo się co do jego kondycji myliłam:

Pączkujący agrest

Zima jeszcze trzyma i nie bardzo chce puścić. Wszelka woda, jaka stała w baniakach, wiadrach, butlach czy beczkach zamarznięta jest na kość. W czajnikach też zamarzła. I w tym elektrycznym i tym tradycyjnym. Zapomniałam, że zostawiłam tam resztki po gotowaniu wody na herbatę podczas ostatniej wizyty. Na szczęście były to tylko resztki, które nie rozsadziły naczyń.

Zamarznięta deszczówka w wiadrze

Woda deszczowa w beczce. Zamarznięta oczywiście.

Powoli rośliny zaczynają budzić się do życia i z wolna zaczyna się tu i ówdzie zielenić:

Coś zielonego ;)

Coś zielono-fioletowego :P

Spotkałam tez pierwszą w tym roku biedronkę:

Zaspana biedronka

A grzyb na pniu jabłoni ma się nadzwyczaj dobrze, niestety.

Zgrzybiały pień

Trzeba będzie się tą resztką odpowiednio zająć i wyciąć go do cna, by się grzyb nie rozrastał i nie rozsiewał. Zwłaszcza na inne drzewa, bo głupio byłoby stracić wszystkie pozostałe rośliny.

Nasza wizyta nie trwała długo. Wiatr wyciągający ciepło z odkrytych części ciała był zbyt dokuczliwy, by móc cieszyć się z wizyty na naszym skrawku ziemi. Koza nie ma jeszcze komina wyprowadzonego z wnętrza Ruderki, więc nie bardzo jest się jak ogrzewać. W sumie do wykończenia tego punktu ulepszania domku brakuje dwu rur i kolanka, ale na to potrzeba funduszy, których obecnie jeszcze nie posiadamy. Zobaczymy, co się da zrobić z tym fantem.

Ruderka

Wstępnie też zaplanowaliśmy grządki na warzywa. Myślałam, że wyjdzie ich mniej, ale jak dobrze podzieliliśmy teren „na oko”, to będzie mnóstwo miejsca na każde z warzyw, jakie mamy w planach wyhodować. Jeśli wszystko pójdzie tak, jak powinno, to na przyszłą zimę będziemy mieć mnóstwo warzyw i przetworów do jedzenia. Jak jeszcze obłaskawimy ugór, to będzie też trochę zbóż dla ptaków i dla nas na mąkę. Ech, marzy mi się 😛

Ale… wszystko w swoim czasie…

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under hobbystycznie, prace ręczne

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s