Świat, jaki jest, każdy widzi

I ja też widzę i… mam coraz większą ochotę stąd wyemigrować na stałe. Nawet na Marsa, byle być z dala od tego całego zamieszania, by nie rzec „burdelu”.

Afera goni aferę, zakaz powstaje tuż za poprzednim zakazem, likwidacja postępuje za likwidacją, a bat tzw. prawa wali nas niemiłosiernie po łbach, byśmy tylko leźli lwu w paszczę i ani nie myśleli myśleć.

O czym piszę? Ano o tym, jak to nam z butami wszyscy „mundrzy” wchodzą do naszych domów, zaglądają nam pod kołdrę, do naszych śmieci, komputerów i naszych umysłów, przekonując nas, że to, co robią, robią dla naszego dobra. Tere fere kuku majtki z drutu. Bo jak może być dobrym zakazanie ziołolecznictwa? Bo nie można idealnie dobrać dawki? Bo każda porcja danego zioła różni się ilością zawartych związków, olejków eterycznych itp. rzeczy? No i? Komuś to zaszkodziło przez te wszystkie wieki, kiedy zioła wykorzystywano do poprawy zdrowia? Pewnie tak, bo wszak naparstnica w nadmiarze szkodzi i to bardzo, za to w umiarze życie potrafi uratować. I myślą, że jak zakażą, to ludzie przestaną się leczyć ziołami i w te pędy polecą do aptek wspierać ubogich właścicieli koncernów farmaceutycznych? Jaaasne… już widzę te gigantyczne kolejki w aptekach…

Wkurzają mnie też coraz bardziej wszędobylskie i wszystkowiedzące fundacje ratujące zwierzątka. Sama wyratowałam sporo papug i wiem z czym się wiąże taka akcja. Zwierzęta kocham, ale rozumu się nie pozbywam. Rozumiem wzburzenie, gdy widzi się cierpienie innego stworzenia, ale droga, jaką obrało większość towarzystw wzajemnej adoracji mi zupełnie nie odpowiada. Bo taki na przykład pies na krótkim łańcuchu, karmiony resztkami ze stołu i jeszcze bez budy, czy też pies zupełnie sezonowy, ma dla rolnika jedną wartość – ma strzec tego terenu, do którego go przywiązali. Fundacja przyjedzie, zrobi zdjęcia, nakręci filmik, nagada facetowi, naśle Policję, Straż Miejską i Bóg wie co jeszcze, psa zabierze do schroniska i na tym cała akcja się skończy. I myślicie, że ten rolnik nie weźmie od sąsiada, któremu suka właśnie się oszczeniła jednego czy dwa odchowane szczeniaki? I nie uwiąże ich na krótkim łańcuchu i nie będzie karmił resztkami? Będzie, bo powyższa akcja danego rolnika niczego dobrego nie nauczyła, a za to nauczyła nienawidzić fundacje, Policję i inne aparaty nacisku, bo mu psy ukradli i jeszcze kazali mu za to płacić.

A akcja z Maciusiem w Skaryszewie? Widzieliście te filmy, gdzie targano obolałego konia najpierw każąc mu wstać, a potem, kiedy zwierz nie podołał zadaniu, szarpali go, żeby na siłę przeciągnąć do przyczepy i „uratować” biednego konika od niechybnej śmierci. Dziękuję za takie ratowanie, które dało taki sam skutek, jakby zwierzak na miejscu został uśpiony. Bowiem po tym diabolicznym transporcie „gdzieś tam” weterynarz orzekł, iż koń zdrów nigdy nie będzie, bo ma pęknięty kręgosłup. Się tak zastanawiam, dlaczego w tym samozwańczym tłumie wyzwolicieli koni nie było weterynarza zdolnego jasno i konkretnie ocenić stan zwierzęcia nawet bez maszynek pozwalających zaglądnąć w czeluści ciała? Bo nie wierzę, że taka wielka fundacja (nazwy nie przytoczę, bo… nie) nie ma umów z weterynarzami znającymi się na swoim fachu. Wybaczcie, ale męczenie kogo- i czegokolwiek w imię obojętnie jakich celów jest dla mnie barbarzyństwem. Dzięki temu za chwilę nie będzie w Polsce zimnokrwistych koni, bo ich hodowla nie będzie nikomu do niczego przydatna. Pole łatwiej i szybciej oporządza się teraz traktorem, samochodem wygodniej się zajedzie do miasta niż bryczką, a pod siodło, to się sportowe rasy szykuje. Jeśli zatem nie będzie koni rzeźnych, nie będzie ras zimnokrwistych. Albo będą, tylko hodowane po cichu, w ciemnej, zamkniętej stajni, w tragicznych warunkach, apotem transportowane w jeszcze tragiczniejszy sposób gdzieś daleko, by dokonać żywota po męczarniach w przyciasnej i nieprzygotowanej do transportu koni przyczepie. To samo dzieje się z aborcją – zakazali, ale dziewczyny i tak się skrobią i to w fatalnych warunkach, bo to dla nich sposób na antykoncepcję. Bo kalendarzyk promowany na zajęciach z WDŻtu można sobie jedynie na ścianie zawiesić i popatrzeć, jak ładnie wygląda.

I nie, nie będę ubolewać nad zwierzętami, które są przerabiane na kotlety. Owszem, sama nie jestem w stanie zabić czegokolwiek więcej niż kartofla, czy brokuła, a i przy wyrywaniu chwastów mam skrupuły, to wiem, jak ten świat działa i jak działać musi. Są zwierzęta, których docelowym miejscem spoczynku jest talerz na stole. Tak było od dawna i nie jesteśmy w stanie zmienić swojej natury tak szybko, jakby bojówki o wolność zwierzęcą chciały. Ja mam tylko jedną prośbę do wszystkich, którzy hodują rzeźne zwierzęta: niech je traktują najlepiej, jak tylko się da i zapewniają im wszystko, co uczyni je przez ten krótki okres życia szczęśliwymi. Do tych, co zwierzęta wożą: niech pamiętają, że nie wiozą ziemniaków, tylko żywe stworzenia i jako takim należy się odpowiedni transport, by nie raniły się w drodze. A do tych, co zwierzęta masowo zabijają w rzeźni: jeśli chcecie się pobawić czyjąś śmiercią i cierpieniem, włączcie sobie jakąś brutalną grę na komputerze i pozabijajcie trochę pikseli. Sobie ulżycie, nikogo tym samym nie krzywdząc. Czy to naprawdę tak dużo? Uświadomić sobie, że to, co kwiczy, muczy, szczeka, miauczy, gęga, gdacze i kwacze też zasługuje na dobre i godne traktowanie od początku życia aż do śmierci?

A tak swoją drogą, czemu fundacje nie zajmą się np. kurczakami i jakością ich życia na fermach? Widzieliście kiedyś transport kur? Ja widziałam i dalej nie pojmuję, jak można upchać tyle kur do tak małych pojemników (bo nie nazwę tego klatkami), zupełnie przy tym nie przejmując się, czy któraś z nich złamie sobie nogę, skrzydło, czy zostanie zgnieciona na śmierć? A sortowanie piskląt? Widzieliście? Bo ja widziałam. Na zdjęciach i filmach. I – powiem szczerze – mam dość. Zwłaszcza, kiedy się widzi przepełnione malutkimi kogutkami wielkie beczki, które są tam wrzucane żywcem. I wiem też, że zostanie z nich pasztet. Smaczny, niestety. I smutno mi, że tak są traktowane zaraz po tym, jak wypełzną ze skorupki. Czy nie mogłyby się fundacje zająć tą sprawą? Przecież kurczaczki są takie słodkie? Takie żółciutki i tak ślicznie ćwierkają – no, czysta słodycz. No ale kury są głupie, to kto by je tam żałował (tak, ironizuję)?

Może by tak zakazać wszystkiego, co wedle „munrych” jest złe (bo nie przynosi im zysków), a za resztę pobierać jeszcze podatek?

Wybaczcie, ale ja mam powoli dość tego wariatkowa wokół. Jak mnie szlag trafi do końca, to chyba naprawdę się stąd w pizdu wyniosę nie zostawiając informacji, gdzie mnie poniosło. Jeszcze jedna durnota i coś we mnie pęknie.

A dla błogich nieświadomych niczego polecam publiczną telewizję i kolejne odcinki z życia mam Madzi, z katastrofy Smoleńskiej i nowe odcinki z serii „Co zrobił ten czy tamten”. Bawcie się dobrze…

Reklamy

4 Komentarze

Filed under życie

4 responses to “Świat, jaki jest, każdy widzi

  1. Inaz

    Trzeba się odciąć, inaczej hospitalizacja na wodociągowej, Tworkach czy innych Branicach murowana… Mówiłam, trzeba było do mnie przyjechać, zmieniłabyś klimat, a nie kisisz się tam u siebie. Na razie mam mnóstwo czasu możesz wpadać 🙂

  2. Kwerkus

    A ja jednak będę próbowała zmienić ten świat. Powoli, pomału, gadaniem, przekonywaniem, pokazywaniem, że można myśleć inaczej…
    Choć czasem mam też całkiem dość.

    • Ja już nie mam siły wtłaczać do zakutych łbów kolejne porcje wiedzy oczywistej. Nie mam już sił zdejmować kolejne klapki z oczu, bo mi się mentalne paznokcie od tego połamały, jak u Sadako, która wyłaziła ze studni. Tego świata się już nie naprawi, bo on od początku był spieprzony i nie przemyślany do końca.

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s