Długaśna przerwa

Nie było mnie tu chyba z dwa miesiące…

Ten czas tak szybko leci, że człek ani się obejrzy, a tu już nowy dzień, tydzień, miesiąc i rok…

Przeżyłam koniec świata. Kolejny zresztą. Następny zapowiadają na 14-15 lutego, bo do Ziemi leci sobie asteroida, która najpierw miała ok. 4 km średnicy, a ostatnio rozrosła się do 40 km. Przeleci pomiędzy Księżycem a Ziemią i nikt nie wie, co się może stać. A mnie już powoli słabi to życie od końca świata do końca świata. Nic, tylko straszą ludzi, żeby wyciągnąć kasę na bunkry, specjalne racje żywnościowe, które mają być zdatne do spożycia do końca świata i jeden dzień dłużej.

A życie codzienne? No, jakoś się kręci. Od wypłaty do opłacenia czynszów i rachunków. Potem zostaje wegetacja. Tak, nadal nie mam pracy. W najlepszym wypadku rzecz kończy się na rozmowie kwalifikacyjnej i dalej ni hu hu… Zatem doprowadzam nasze mieszkanko do stanu prawie „na błysk”, bo jakoś trzeba żyć, a lepiej się żyje w czystym, niż zasyfionym. Ale tęsknię już za krosnem, czy za lucetem, nawet za igłami i nićmi i stosem materiałowych ścinków. Ale najpierw sprzątanie, którego nie lubię, potem nagroda…

Odizolowałam się od świata, bo miałam po prostu serdecznie wszystkiego dość. W domu też nie było najciekawiej, bo było duże prawdopodobieństwo, że zostanę sama… z kolejnym nagrobkiem. Jeśli zatem ktoś poczuł się dotknięty brakiem kontaktu ze mną, to najmocniej przepraszam, ale inaczej nie umiem radzić sobie z niedospanymi nocami, stresem i strachem o życie i zdrowie osoby, na której mi zależy.

NaNoWriMo też poszło się kochać, bo w szpitalnej poczekalni raczej niezbyt działa natchnienie, a myśli błądzą zupełnie po innych tematach, niż jakieś tam opowiadanie na konkurs. Kolejna szansa zaprzepaszczona, no ale… może jeszcze kiedyś zostanę słynną pisarką, jak Andre Norton, czy J.K. Rowling… kiedyś…

Powoli zaczynam tęsknić za działką. Zastanawiam się, jak truskawki się mają i czy w ogóle jeszcze żyją? Czy nikt nam w Ruderkę nie wparował i nie powyciągał z niej rzeczy, na które na pewno nie byłoby nas teraz stać: od łopat poczynając, na lodówce kończąc. Tak, stoi sobie tam stara lodówa, która mam zamiar zreaktywować, kiedy już zaczną się zbiory. Kozę też trzeba zamontować we wnętrzu Ruderki, by wraz z pierwszymi roztopami, mimo chłodu móc zacząć tam prace porządkowe. Ciekawe, czy woda z rzeczki podejdzie aż do nas? Ach, no i czekam z wytęsknieniem na bardziej słoneczny dzień, by pojechać jeszcze w tym miesiącu i pobielić drzewka, by nie popękały od słońca na wiosnę… tylko, jak na złość wciąż pada śnieg, jest pochmurno i zimno, a ja w takich warunkach długo nie popracuję…

A że jest zimno, to widać po mazurkowym stadku za oknem. Przylatują już o świcie do karmnika pełnego resztek z wolierkowego stołu całym, rozćwierkanym stadem. Tak na moje oko, to liczy sobie ono spokojnie 20 sztuk szaroburych, skrzydlatych stworków. Wróble pojawiają się rzadko. Częściej już można dopatrzeć się sikorek. A ja nadal nie mogę się nadziwić, że mazurki przylatują tutaj, do miasta, kiedy w podręczniku do biologii, którego używałam w podstawówce (nie pomnę już w której z klas) było wyraźnie napisane, że ten kuzyn wróbla domowego nigdy, ale to przenigdy nie pojawia się w miejscach zamieszkałych przez ludzi, kurczowo trzymając się leśnych zakątków. A tu – proszę – całe stado wróblich komandosów żywi się na resztkach popapuzich. I naprawdę robią przy tym tyle hałasu, że potrafią przekrzyczeć wolierowce. I to przez szybę. O bajzlu, jaki robią już nie wspomnę. Będzie dużo sprzątania na dachu i w rynnie.

Podsumowując zatem: żyję, wegetuję… z czasem zacznę wracać do kontaktów ze światem rzeczywistym… a jakby ktoś chciał mnie spotka w nierzeczywistym, to popołudniami jestem w Atreii, gdzie wcieliwszy się w postać Asmodianki

pomagam ocalić świat przed totalną zagładą. Tak naprawdę to biegam i wypełniam powierzone mi zadania, próbując dorobić się fortuny. Jakby zatem ktoś miał ochotę na grę, to zapraszam do AION. Bliższe informacje, gdzie dokładnie można mnie znaleźć, prześlę zainteresowanym na pocztę e-mail. Tylko ostrzegam – gra jest naprawdę duuuuża. Tak pojemnościowo (30 GB wolnego miejsca na dysku), jak i pod względem lokacji (wielkość i ilość jest niesamowita).

Zatem do zobaczenia. Tu lub tam.

Reklamy

2 Komentarze

Filed under hobbystycznie, papużki, pisarstwo, rozrywka, zaokienne życie, życie

2 responses to “Długaśna przerwa

  1. Kwerkus

    Trzymajcie się! 🙂 Duużo zdrowia i naprostowania wszelkich życiowych zakrętów 🙂

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s