O szyby deszcz dzwoni….

Tak melancholijnie, jesiennie, ciemno, mrocznie i sennie…

Musiałam zapalić lampę, żeby się lekko doświetlić, bo aurę w domu mam taką, jak pod wieczór. Nawet ptakom nie chce już się hałasować, choć rano jeszcze darły dzioby, choć też bez normalnego entuzjazmu. A mieliśmy w planach wreszcie pokosić dziś trawnik przed chłodem i zimą, bo przeczytałam, że długa trawa łatwiej gnije pod śniegiem. A tu znów deszcz. I znów plany można sobie wrzucić do kosza.

Co zrobiliśmy na działce do tej pory? Ano, za każdym razem trzeba usunąć opadłe z orzecha liście i pozbierać już resztki jego owoców. Właśnie – ponawiam pytanie – kto jest chętny na trochę orzechów? Odbiór osobisty lub mogę to wysłać (opłatę pokrywa chętny) pod wskazany adres. Mamy zebranych ok. 14 – 15 kg, więc jest się czym dzielić. Póki co, jakieś 4 kg już obrałam z łupinek, a rezultat mojej pracy zmieścił się w glinianej misie. I chyba zrobiłam sobie odcisk na palcu od mojego smoka do orzechów. A tu jeszcze tyle do przerobienia… Liście już spalamy na bieżąco. Razem z drewnianymi resztkami (chyba) gołębnika, leżącymi na stercie pod żywopłotem. Miał je sobie też wziąć nasz znajomy mieszkający parę działek dalej, ale jakoś do tej pory się nie pokazuje. Swego czasu widzieliśmy go w stanie bardzo wskazującym na spożycie, więc obawiam się, że poszedł w ciąg. Smutno mi z tej przyczyny, bo myślałam, że jest inny niż pozostali bezdomni, że jest wyjątkiem potwierdzającym regułę, ale nadzieje znów okazały się płonne. Szkoda. Bo teraz mój stosunek do niego jest już inny. Nie negatywny, ale inny.

Dobrym pomysłem było palenie tych śmieci w „kozie”, bo przy okazji można się ogrzać przy piecu, a i kubek z herbatą postawiony na płycie nie pozwala płynowi wystygnąć, mimo chłodu na zewnątrz. A śmieci jest coraz mniej. Jeszcze zostało ich sporo, ale powoli zrobimy z nimi porządek.

Nie wiem, czy do wiosny doprowadzimy ugór do takiego stanu, żeby móc zacząć coś tam sadzić, ale i tak nie mamy się co spieszyć. Zdążymy ze wszystkim. Muszę przenieść prowizoryczny szkic działki (bez ugoru) na papier milimetrowy i zaplanować wszystko dokładnie. Trzeba też na wiosnę poprzestawiać kwietniki, a dokładniej rośliny tam rosnące, bo to, co tam jest, jest mało logiczne, nawet, jak na nielogiczność kwietnika przystało. No bo jak można posiać małe kwiaty tuż przy Ruderce, by za chwilę, przed nimi, posadzić o wiele wyższe od nich krzewy. Moim zdaniem powinno być na odwrót: większe rośliny przy ścianie, małe – przy ścieżce. Wtedy można cieszyć oko wszystkimi bez względu na ich wielkość. Jedna z wiśni potrzebuje przycięcia odrostów od korzeni, bo się robi z niej powoli krzew. No i trzeba ją też ukształtować nieco, by rozłożyć jej koronę – po pierwsze da to lepszy dostęp do owoców, a po drugie – doświetli też odpowiednio kwiatostany, liście i owoce. Śliwka też się prosi o strzyżenie, bo ma mnóstwo gałązek, które blokują dostęp światła niższym partiom korony drzewa. Orzech musi zostać pozbawiony starych gałęzi, żeby mu jakaś choroba nie nalazła i grzyb się nie zalągł. No i od wiosny trzeba zacząć zabliźniać wielką dziurę na pniu: ktoś coś zrobił i z pnia zeszła kora, odsłaniając wewnętrzne warstwy drzewa.

Na ugorze wycięliśmy chwasty aż do górującej nad chaszczami wierzby. Czyli jesteśmy jakoś tak w połowie żęcia. Pozostanie nam potem wyczyszczenie ziemi ze śmieci (gruz, dywany, stare okna, stare meble etc.) i zaoranie tego wszystkiego po uprzednim wysypaniu wszystkiego solidną warstwą wapnia. Nie mogę się doczekać, kiedy wszystko będzie wyglądało tak bajecznie, jak na zdjęciach ogrodów i sadów, które widzę w Internecie.

Na dodatek zadomowiła się nam nornica i wtruszcza radośnie nasza pietruszkę, wciągając ją pod ziemię. Na korzeniu mi za mocno nie zależy, ale gryzoń swoją działalnością skutecznie zmniejsza ilość zieleniny, którą powinny zagryzać papużki i ewentualnie my. Już jednak podjęliśmy kroki przeciwko takiemu karygodnemu złodziejstwu: zakupiliśmy straszak elektryczny i zainstalowaliśmy w niedalekiej odległości od naszych biednych pietruszek. Mam nadzieję, że nic innego nie uszkodziła od strony korzeni.

Zaczęłam już dokarmiać zaokienniuszki. Przylatują sikory (bogatki i modraszki) na słonecznik, a prosem zajmują się wróble. Na razie nie dostrzegłam wśród nich żadnego mazurka, ale podejrzewam,  że za niedługo i one będą zaglądać do karmnika. A zaczęłam je podkarmiać, bo już same zaczęły zaglądać, czy czegoś nie znajdą do jedzenia. Wiem też, że trawy są puste, wyjedzone, więc naturalnego pokarmu mają już coraz mniej. A niech mają resztki popapuzie, nikt od tego nie zbiednieje.

A jak już mowa o papużkach… Wczoraj dostały koperek zerwany spod tunelu. Dałam go im z pewna taka nieśmiałością, bo są świetnymi testerami, co dobre. Testy wypadły nad podziw dobrze: koperek został zadziobany na śmierć, a za dowód, że był w ogóle w wolierce mogą posłużyć malutkie resztki walające się po podłodze.

Kilka zdjęć z naszego ogródka:

            

Reklamy

7 Komentarzy

Filed under papużki, zaokienne życie

7 responses to “O szyby deszcz dzwoni….

  1. Kwerkus

    Ta roślinka przy tunelu wygląda mi na jakiś gatunek wierzbówki. Są śliczne, ale baaaaardzo ekspansywne, są niesamowicie skuteczne w sianiu się.
    Natomiast zmartwiła mnie informacja o tym, że palicie liście. To jest marnowanie świetnego materiału na kompost! Jeśli macie dość innych, trudniejszych do rozłożenia śmieci do ogrzania się, warto powalczyć o to, żeby liście i ściętą trawę przerobić na próchnicę do nawożenia ogródka 🙂

    • tatsu

      Tak, myślałam o liściach przerobionych na kompost, ale nie wiem, czy orzech na coś nie choruje, bo brzoskwinia na pewno ma kędzierzawkę. O śliwie i wiśniach też nic nie wiem, więc wolę to spalić i mieć spokój. Przy tym kompostownik jest dopiero w planach, bo poprzedni ogrodnicy nie zadbali o ten szczegół. Więc najlepszym sposobem na pozbycie się wszelkiego organicznego śmiecia, jest jego spalenie – niestety. Z trawą z ugoru też będziemy musieli tak postąpić. Cóż, póki nie dorobimy się kompostownika i nie poznamy naszych drzew, krzewów i innych roślin, będziemy musieli wszystko utylizować z pomocą „kozy”.

  2. Kwerkus

    W tej sytuacji rzeczywiście spalenie liści jest najbezpieczniejsze 🙂 Natomiast co do trawy, można założyć pryzmę kompostową, do tego wystarczy po prostu kawałek wolnego terenu 🙂

    • tatsu

      Pryzma kompostowa powiadasz? Już mamy tyle pryzm ze śmieciami różnego rodzaju, że kolejna nie wchodzi w rachubę 😦 Cały żywopłot jest zastawiony przeróżnym śmieciem: organicznym, chemicznym, resztkami mebli, gołębnika i innym tałatajstwem, które cudnie „zdobi” granicę między działką a ugorem. Naprawdę, mam ochotę wszystko to puścić z dymem i zacząć od nowa, bo będę wiedzieć, co jest we wnętrzu. Bo może pierwszy właściciel wiedział, co robi, ale pani, od której działkę kupiliśmy raczej nie wyglądała na dobrze zorientowaną w ogrodnictwie.

      • Kwerkus

        Rąbiem wszystko, będziem sadzić las? ;P Nie wygladasz mi na osobę z takimi ciągotami 😀 Ale świetnie Cię rozumiem, czasem sama mam ochotę tą „technikę sprzątania” zastosować.
        Ja mam zakodowane „każda odrobina próchnicy jest bezcenna”, dlatego wszystko co tylko się da bym na kompost przerabiała 🙂 Szczególnie w Waszej sytuacji, gdy potrzebujecie nawozu dla zaniedbanej ziemi. A trawa i liście szybko się rozkładają, więc szybko by ten nawóz był. Dlatego tak „marudzę” 😉

        • No ja wiem. I tez mi szkoda tego kopca trawy, ale nie ma gdzie tego składować tak, by się grzyb nie wprowadził, a u nas grzyby rosną, jak głupie. Na ugorze jest ich zatrzęsienie, na części uprawnej tez próbują swoich sił, choć nie w takiej masowej liczbie. A zagrzybiałym kompostem zasilać ziemię, to byłby strzał w stopę.

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s