I po co komu ten deszcz?

Na co komu ten deszcz? Denerwuje tylko, przeszkadza, demotywuje. Nie mógłby sobie padać w nocy? Wtedy by nikomu nie przeszkadzał, a przynajmniej nie przeszkadzałby większości. Czemu tak narzekam na deszcz? Bo niedzielę planowaliśmy spędzić na działce, a przez deszcz przesiedzieliśmy ją przed komputerem i telewizorem. Straszne nudy. Wyszyłam kolejny kawałek sakiewki, co było dużym wyzwaniem, bo przy sztucznym świetle mało co widzę. Udało mi się jednak nie narobić błędów i jestem coraz bliżej zakończenia tego etapu prac nad sakiewką. Potem tylko zszyć, ozdobić sznurkami i frędzlami i gotowe. Ach, i nie zapominajmy o dziurkach!

Dziś udało się cały dzień spędzić na działce. Co prawda przed południem co chwilę padał deszcz, ale potem już tylko świeciło słońce. Trzeba było zagrabić trawnik, by usunąć opadłe liście, ale najpierw trzeba było przeczekać deszcz. Czekaliśmy więc pod dachem, rozpalając grilla na obiad i kozę do pozbywania się kolejnej części śmieci.

Bardzo się zmartwiłam, kiedy zobaczyłam, że nasza pokiereszowana jabłoń oblazła grzybem. Nie chcę jej wycinać, ale chyba będzie trzeba ją wykarczować, jeśli nic nie pomoże. Dostałam już instrukcje wstępne od taty. Trzeba będzie zaopatrzyć się w odgrzybiacz i pomóc drzewku.

Tak w ogóle, to mamy totalny wysyp grzybów po tej ulewie niedzielnej. Zagrzybiła się martwa brzoskwinia, która straszyła bezlistnymi  gałęziami i stanowiła siedlisko wszelkiej maści pająków. Poszła pod piłę i siekierę. Została pocięta na mniejsze kawałki, które w większości pożarł ogień. Inne grzyby wysypało na trawniku. Rude kapelusze błyszczą wśród zielonych źdźbeł. Nie wiem, czy powinnam się ich pozbywać, bo grzybów jest teraz niezmierny wysyp. Szkoda tylko, że nie są jadalne.

Na ugorze odkryłam (dosłownie i w przenośni) krzaczki malin, jedną porzeczkę i nieznany krzew. Jeszcze jeden pas starczy wyżąć i będzie można obejrzeć wierzbę, która rośnie prawie na środku nieużytku. Ją też trzeba będzie poprzycinać, żeby się nie rozkrzewiała za mocno, a więcej przypominała drzewo. No i papużki będą miały zabawę ze świeżymi witkami.

Folia na tunelu nam się rozpada już zupełnie. Po zimie musimy ją koniecznie wymienić. Na razie nie możemy jej ruszyć, bo rosną tam jeszcze rzodkiewki, sałata, koper i truskawki. A rzodkiewek pęczek znów urwałam. Teraz chyba zrobię je z jajkiem i śmietaną. Pietruszki też sporo obrodziło. W naci głównie, ale to się papużki będą cieszyć. Dziś już dostały porcję zieleniny i nią nie pogardziły. Draśka musiała spróbować się w niej wykąpać, jak to Draśka. Koperek jeszcze zostawiam, żeby lepiej podrósł, by ptasiaste miały go więcej na jesienne miesiące. A może i do wczesnej zimy starczy?

Namachałam się dziś siekierą, naczesałam trawy, nazbierałam liści, nażęłam chwastów i mam już serdecznie dość. Szkoda, ze nie można się przyzwyczaić do pracy fizycznej tak od razu – pstryk i już. I żeby nic nie bolało. Zwłaszcza kark. Ale co jest w tym dobre? Jak się położę spać, to szybko zasnę. No i to, że Wiceprezes widząc naszą pracę i wkład nie ma żadnych zastrzeżeń co do prowadzenia działki. Za to już zapowiedział, że kilka osób straci swoją własność, bo się w ogóle swoimi parcelami nie zajmują, pozwalając im zarastać chwastami. A my? My się cieszymy pierwszymi plonami z naszej własnej działki.

Garść dzisiejszych zdjęć:

     

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under prace ręczne, zaokienne życie

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s