Weekend na działce

Cały weekend (oprócz nocy) spędziliśmy sobie na działce. A tak dokładnie, to całą sobotę i pół niedzieli. Tę popołudniową połowę. W sobotę zabraliśmy ze sobą Chico. Czemu? Bo ma niekiedy problemy z utrzymaniem się na gałęzi, zwłaszcza, gdy zaczyna się kłócić z pozostałymi nimfami. A kiedy spadnie, to najczęściej tak nieszczęśliwie, że nie potrafi się podnieść z pleców na nogi. To pojechał z nami tak na wszelki wypadek.

Truskawki się przyjęły. Po solidnym nawodnieniu grządek, podniosły liście i wyglądają teraz, jak prawdziwe truskawki, a nie zdechlaczki.  Rzodkiewki wyrosły nad podziw. Są takie wielkie, jak z marketu, ale na pewno nie napompowane chemią, bo wyhodowane na łajnie. Sałata mocno się stara i rośnie, jak na drożdżach, tak samo, jak koperek.

Bluszcze ładnie wyglądają, za to winobluszcze jakoś tak oklapły, podwiędły, a wody mają naprawdę wystarczająco, bo deszcz w nocy padał… mam nadzieję, że nie umrą, że to tylko symptom przystosowywania się do nowego środowiska i zarosną równie pięknie całe ogrodzenie, jak starsze rośliny. Trzymam za nie kciuki.

Pierwsze, co trzeba było zrobić, to zgarnąć opadłe liście i orzechy z trawy. Robota na kawałek czasu. Ale bez tego nie było najmniejszego sensu wyjeżdżać z kosiarką. Liście zagrabione w kupki powędrowały do wora, a trawa musiała się poddać zabiegom kosmetycznym, bo już troszkę wybujała od ostatniego strzyżenia. Większą część wykosił G., ja tylko odrobinę.

Powoli spalamy hałdy drewna w żeliwnym grillu, żeby nikt się na nas nie pieklił, że nie mamy pozwolenia na wypalanie organicznych śmieci. Zawsze możemy powiedzieć, że robimy grilla. A że używamy gałęzi i liści? A na czym się robi kiełbaski na ognisku? Przy okazji też nie omieszkaliśmy zrobić sobie obiadu na grillu. W tym celu poprzedniego dnia zamarynowaliśmy płaty karkówki w sosie z chilli. Skusiłam się, żeby spróbować i – mówię Wam – pychota! Ja się sposiłkowałam grzankami z serem tez przyrządzonymi na grillu. Co prawda wyszły mocno przypieczone, ale nie straciły przez to na smaku.

Chico przez większą część czasu siedział sobie u wejścia do tunelu, bo przy Ruderce za mocno się dymiło, a na trawniku za mocno wiało. Przynajmniej wczesnym popołudniem wiatr był dość mocny. Tam miał spokój, ciepło i w miarę bezwietrznie. I chyba mu się podobało, bo pofiufiał chwilę, potem wyczyścił pióra i poszedł spać. Kiedy już pokończyliśmy w miarę pracę, dałam mu się przejść po trawie. Nie było żadnego zagrożenia, bo koty przepędziłam już dawno, byłam koło niego cały czas, a pustułek tego dnia nie zanotowano. Dodatkowo Chico nie lata już od dawna, więc nie był w stanie sobie zaszkodzić. Nie czuł się jednak bezpiecznie na ziemi. Niemal od razu kazał brać się na ręce i obnosić po działce. W sumie wcale mu się nie dziwię. Ptaki wolą przecież  wyższe partie okupować, niż łazić po ziemi.

Odwiedził nas też Wiceprezes RODu i… dostarczył nam pismo, potwierdzające, iż jesteśmy pełnoprawnymi działkowiczami! Teraz pozostaje już tylko się wygodnie zadomowić i zacząć czuć się, jak u siebie.

W niedzielę wróciliśmy na działkę, ale już bez ptaszyska. Trzeba było zagrabić skoszoną wczoraj trawę, podlać rośliny pod folią, bo tam deszcz nie dochodzi, a w nocy solidnie popadało. Przegoniłam jedną sierpówkę, która przyleciała na darmowe ziarno żyta. Chyba przegrabię warzywniaki jeszcze raz, żeby zakryć wszystkie ziarna, by nie kusiły.

Zebrałam największe rzodkiewki. Calutki pęczek. Teraz zastanawiam się, co z nimi zrobić, by się móc nimi jak najdłużej rozkoszować. Może z jajkiem i śmietaną? Może na kanapkach? A może z twarogiem i cebulką? Mam nadzieję, że zdążę zdecydować nim się zepsują.

I troszkę zdjęć ze słonecznego i pracowitego weekendu:

         

Reklamy

4 Komentarze

Filed under papużki, prace ręczne, zaokienne życie

4 responses to “Weekend na działce

  1. haaszek

    Miło obejrzeć, jak pod Waszymi rękami wsztstko się zmienia! O winobluszcz się nie martw, nawet jak zwiędnie to i tak się przyjmie. Jeszcze bedziesz z nim walczyć 😀 bo rośnie jak szalony. Mnie sie przyjmuje nawet z małych kawałków pędu zgubionych przy porządkach na trawniku.
    O ile pamiętam, to od 1 października można już legalnie palić ogniska na działkach.

    • Winobluszcze się przyjęły, bo już dziś nie są zwiędnięte.
      Co do palenia, to różnie jest, bo niby od dziś można (wg regulaminu RODu) bez przeszkód wypalać liście, ale że działki są teoretycznie na terenie miasta, to nie do końca jest to możliwe wg rozporządzeń miejskich. Chociaż i tak dziś zadymione jest pół miasta 😛

  2. haaszek

    Wreszcie sobie przypomniałam, jak się nazywa ten kwiatek na Twoim zdjęciu, podobny do rudbekii. Gailardia ma ma imię 🙂
    A najśmieszniejsze, że taki sam mam w ogródku, i nie wiedziałam jak się do niego zwracać.

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s