Nie chcę tu jesieni

Nie chcę tu widzieć jesieni, bo psuje mi cały koncept. Jest zbyt ciemno, żeby robić cokolwiek, zbyt szaro, by mieć energię i zbyt zimno, by mieć chęć na wyściubienie nosa z domu. Tak, zmarzluch jestem. A jak zmarznę, to cierpię. Palce tracą czucie, stają się biało-sine. U rąk i u stóp. A niech tylko spróbuję się lekko w nie uderzyć, to zaczyna się dramat: boli tak, jakby mi co najmniej palca ucięli.

Jeszcze we wtorek pogoda była cudna, choć pod wieczór na niebie pokazały się dość okazałe chmury. Wyżęłam kolejny kawał trawska i chaszczy, G. przekopał resztę warzywniaka, by trawa wesoło się tam nie zieleniła. Mnie znów się trafiły czerwone mrówki. Cholery nie budują kopców, jak ich czarne siostry i ciężko jest zauważyć ich gniazda. No, oczywiście, że wdepnęłam, no bo jakżeby inaczej. Tym razem ucierpiała lewa stopa. Trzy ukąszenia zaliczyłam, nim zdążyłam zdjąć but i wytrzepać złośliwą mrówkę. Normalnie droga przez mękę jest z tym ugorem. Ale przynajmniej widzę, że organizm powoli się uodparnia na jad mrówczy: ślady po ukąszeniach nie rozpływają się już tak szeroko, nieco mniej pieką, ciut mniej swędzą. Trawa (choć o zbliżających się opadach deszczu wiedziałam) została solidnie podlana. Niech ma i rośnie. Jak wyrośnie mocna przed zimą, to na wiosnę się szybko i mocno zazieleni. Rzodkiewka i koperek rosną pod folią, jak na drożdżach. W sumie nie mogę się doczekać, kiedy je popróbuję. Sałata masłowa za to opornie rośnie, ale jest szansa, że do jesieni coś jeszcze z niej będzie. Podsuszona pietruszka odżyła i zazieleniła się ładnie, więc choć nagi trochę będzie, bo na korzenie nie liczę. Przy tym… cóż, nie przepadam za smakiem pietruszki. Ciekawe, czy papużkom posmakuje koperek? Jeśli nie, znaczy, coś było z nim nie tak i w przyszłym roku trzeba będzie inaczej podejść do jego uprawy.

Wykosztowaliśmy się wczoraj na nowy czajnik elektryczny. Stary już od dawna nie był używany, bo nie dość, że lało się już z niego, jak z durszlaka, to jeszcze zaczął się przypalać i śmierdzieć. Mało bezpiecznym było więc jego używanie. Teraz mamy nowy czajnik. Mam nadzieję, że posłuży równie długo, co jego poprzednicy. I szybko przestanie smakować plastikiem, bo plastikowa herbata, czy poranne kapuczino wcale nie wprowadzają w pozytywny nastrój. Cóż, pomęczymy się z tym smakiem przez jakiś czas (oby jak najkrótszy), a potem – to już sama rozkosz.

Wczoraj wieczorem zdobyłam się wreszcie na odwagę i zrobiłam ciasto drożdżowe z brzoskwiniami i wielka ilością kruszonki. Zobaczymy, czy będzie zjadliwe. A może będzie zakalec? Jeszcze czeka mnie jabłecznik do zrobienia albo dżemy jabłkowe, bo jabłka też czekają sobie na przerób. No i czeka mnie jeszcze jedno ciasto z winogronami, bo po poprzednim zostało ich jeszcze sporo. Ach, jak dobrze jest mieć działkę. Nie trzeba się martwić o jedzenie, że jest go za mało. Martwić się trzeba, co z tym nadmiarem zrobić!

Jeśli ciasto okaże się odpowiednie do zjedzenia, podrzucę przepis i zdjęcia.

Zapomniałam o zdjęciach z działeczki. Przepraszam, już naprawiam swój błąd:

       

Reklamy

8 Komentarzy

Filed under hobbystycznie, prace ręczne, zaokienne życie

8 responses to “Nie chcę tu jesieni

  1. Kwerkus

    Te białe kwiatuszki to astry, tzw. marcinki. A pigwę polecam: kroi się na plasterki, przesypuje cukrem i zostawia na kilka dni. Dostajesz pyszny syrop, oraz „wiórki” które są rewelacyjnym dodatkiem do herbatki 🙂

    • One są fioletowe i drobniutki, jak stokrotki 😉
      A za pigwowy przepis dziękuję, bo nie wiedziałam, co zrobi z owocami 😉

      • Kwerkus

        Na surowo do herbatki też się pigwa nadaje, zamiast cytryny 🙂 Oprócz kwasku daje boski aromat .
        Marcinki są w różniastych kolorach, od białego, przez niebieski i wszelkiej maści fiolety do karminu. Tylko żółtych nie widziałam 🙂

        • Dobrze wiedzieć 😀
          Bo ja mocno początkująca jestem, bo na działce rodziców takich roślin nie było 😉

          • Kwerkus

            Moja mama w kwestii pigwy podpowiada jeszcze konfitury, oraz jako dodatek do różnych dżemów, bo ma dużo pektyny. Niektórzy również profanują dobrą pigwę robiąc z niej nalewki. 😀

            • Codo konfitur, to słyszałam, że można robić, tylko trzeba dobrze dosładzać, bo ona gorzka i kwaśna jest.

              • Kwerkus

                Nie wiem czy gożka, kwaśna jest rzeczywiście. Ja osobiście zawsze najbardziej lubiłam pierwszy przepis – nie ma dużo roboty ;P, bo tylko wyciąć gniazda nasienne żeby w zęby nie właziły i poplasterkować, a te zacukrzone wiórki po zlaniu soku zawsze mi smakowały jako „cukierek”. 🙂

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s