I znów słonecznie

Nie lubię deszczu i szarówki, a za niedługo tylko to nas przecież czeka: jesień raczej nie jest najsłoneczniejsza. Chociaż, wspominając ubiegłoroczny październik, mam nadzieję, że jeszcze trochę tego słońca będzie. W sobotę znów nam nie wyszedł trening, bo lało od samego rana. Było mi tak zimno, że siedziałam w grubym dresie, ze skarpetami na stopach i z kubkiem gorącej herbaty na kolanach. I dalej się trzęsłam. Nie miałam ochoty na nic. Zupełnie. Nawet chleba nie napiekłam. Na działce nie pokazaliśmy się w ogóle. Za zimno. A że rzeczkę mamy tuz obok, to chłodem ciągnie dwa razy mocniej. A akurat robili na działkach dożynki… No cóż, będziemy się dożynkować za rok.

Wczoraj wreszcie pojawiło się słońce, więc miałam trochę więcej sił na cokolwiek. To „cokolwiek” okazało się być nową haftowaną sakiewką. Trudny wzór wybrałam, to i postępy prac nie są zbyt imponujące. Po południu jednak skusiliśmy się, żeby pojechać na działkę. Temperatura na dworze sięgnęła powyżej 22 stopni, więc chłód ciągnący od Młynówki nie jest aż tak straszny. Korzystając z okazji G. z teściem pomierzyli front działki, bo dostaliśmy pozwolenie na wykopanie starych, betonowych słupów i wymianę ich na metalowe. Siatka ogrodzeniowa również woła o emeryturę, więc najwyższy czas ją uwolnić od trudów i znojów, jakie jej przypadły w udziale.

trawa zaczyna nam się pięknie zielenić i odrastać po koszeniu. Zdecydowanie lepiej wygląda niż wtedy, kiedy przyszliśmy na działkę po raz pierwszy. Pod folią rzodkiewki już nabierają kolorów, a korzonki powoli pęcznieją. A potem jeszcze trochę twarożku i pasta na kanapki, jak znalazł. Mimo tego, że w sobotę padało, że rzeki są niedaleko, że codziennie podlewamy wszystko, co rośnie, to i tak jest sucho. Dziwne, bo wydawało mi się zawsze, że tereny przy rzekach są z zasady mokre, bo woda podsiąka. A tu – nic z tych rzeczy. Nawet kopanie studni okazuje się być problematyczne, bo kopiąc i 9 metrów w głąb można się do wody nie dokopać. Cóż, zobaczymy, jak to u nas będzie, bo studnię i tak planujemy zrobić.

Jeszcze spaliłam kilka drągów na grillu. Trzeba się powoli pozbywać tego śmiecia całego, co w stertach leży pod żywopłotem. Dzięki temu, że się je spaliło, można było posiedzieć do ciemnej nocy, nie szczękając zębami. Chyba to będzie tradycyjny punkt programu. Zwłaszcza, kiedy zaczną się chłody.

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under hobbystycznie, prace ręczne, zaokienne życie

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s