„To jest ta słynna działka?”

Pracujemy sobie najspokojniej w świecie: G. układa do końca chodnik przy furtce, ja z motyką pielimy grzadki. Od czasu do czasu przyjdzie Pan Bezdomny i trochę z nami pogada o tym i owym. Spokój, sielanka… wróble się pasą na włośnicy, gęsto porastającej okolice działek, sikorki dzwonią, jak na jesień, leniwie przeleci od czasu do czasu pszczoła, szukając nektaru i pyłku… luz – blues…

Nagle przy furtce zatrzymuje się starszy pan na rowerze i rzuca nam tytułowe pytanie: „Czy to jest ta słynna działka?”. Potwierdzamy lekko zdziwieni. „A to mogę popatrzeć?”. Kiwamy głowami, lekko zbici z tropu. Pan pozaglądał z daleka, nie przekraczając nawet furtki, pogadał z nami o wypadku, powyciągał z nas nieco informacji z „pola boju”, podziękował i pojechał. No cóż, ciekawość, to rzecz całkiem normalna…

Przechodząc nad tym incydentem do prozy życia, zabrałam się za dalsze żęcie trawsk i chabazi zarastających nasz ugór. Bardzo dobrze mi się pracowało, dopóki nie natrafiłam na tygrzyka. Pająka o tygrysich paskach. Cóż, moja arachnofobia dała o sobie znać. Dodatkowo ta ośmionożna bestia jest jadowita i niebezpieczna nawet dla człowieka. Na chwilę odechciało mi się pracować. Postałam, popatrzyłam na okolicę, ochłonęłam nieco i przekalkulowałam trasę żęcia na taką, która ominie niebezpieczne miejsce. Pod sierpem znów zaczęły padać pełne kłosy traw, parzące pokrzywy i kłujące osty. Pracowało mi się lekko, równo i bezproblemowo, jak jeszcze nigdy dotąd. Chyba się nauczyłam zawodu żeńca. Ale kiedy wdepnęłam w sam środek kopca czerwonych mrówek, który skrywał się między trawami, odechciało mi się już wszystkiego. Wojownicze czerwone mrówki pokąsały mi lewą łydkę tak, że mam na niej wielkie bąble. Nie mam im tego za złe, w końcu to ja wykazałam się słoniowatą uwagą i rozdeptałam im dom, miały słuszne prawo się bronić wszelkimi dostępnymi metodami. Tylko to cholernie piecze… i swędzi… ale – przeżyję 😉

G. ułożył płytki chodnikowe już do wylewki przed Ruderką, więc będzie się wygodnie wchodzić na działkę. Bez rozdeptywania roślin i skakania przez kałuże. Łącznie położył dwadzieścia cztery płyty: sześć metrów na długość, metr na szerokość. Było co nosić i układać. A teraz będzie wygodnie się chodzić.

Na koniec, tradycyjnie, nieco zdjęć:

       

Reklamy

2 komentarze

Filed under hobbystycznie, prace ręczne, zaokienne życie

2 responses to “„To jest ta słynna działka?”

  1. tash

    brzoskwinki ❤
    podczytuję Cię trochę.. fajny blog 🙂 pozdrawiam !

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s