Prace porządkowe i nie tylko

Definitywnie odmówił współpracy nasz cieknący czajnik bezprzewodowy. Zaśmierdział spalonym plastikiem, kapiszonem i przegrzaną instalacją i się skończył. Cóż, póki nie przytargamy z garażu czajnika, który jeździł z nami w trasy, będziemy musieli zadowolić się gotowaniem wody na gazie.

Niby dziś można zobaczyć niebieski księżyc. No to se zobaczyłam… niebo od rana jest zaciągnięte chmurami i co chwilę pokapuje z nich deszcz. Rzecz nie zmieniła się do teraz. Obawiam się o jutrzejszy trening 😦 Ja chcę sobie w końcu postrzelać i wypróbować nowe strzały, no! Chamska pogoda: cały tydzień napierniczało słońce, jak głupie, a teraz stwierdziło, że ma wolny weekend… kolejny pod rząd :/ Mnie się to w ogóle nie podoba 😦

Dziś znów posiedziałam trochę nad haftem i mogę powiedzieć, że za niedługo będę wypełniać obrys kolorami. To jeszcze nie koniec mojej zabawy w tworzenie nowej jałmużniczki, bo w tamborku mieści mi się tylko połowa wymaganej długości. Można powiedzieć, że jestem w niemal w 1/4 prac.

Popołudnie – oczywiście, bo jakże by nie – spędziliśmy na działce. Kropiło, więc zamiast żąć, zabrałam się za porządkowanie Ruderki. Wygoniłam większość pająków (z dużą pomocą G.) i wyczyściłam wszystkie szafki z zewnątrz. Przemyłam delikatnie jedno z „okien”, a raczej świetlików, uważając, by nie wypchnąć go z framugi. Podłoga też dostała swoją porcję wody, dzięki czemu nie pyli się tak strasznie, jak wcześniej, bo się kurz nie podnosi, gdy się chodzi po Ruderce. Naczynia i sztućce pozostawione nam w spadku zostały umyte dogłębnie (dwa razy puściłam zmywarkę na pełny cykl), więc będzie można sobie coś przekąsić, gdy będziemy się działkować.

G. w tym czasie położył płytki chodnikowe przy wejściu na działkę. Są o niebo lepsze niż ten kawał gumy, który podczas deszczu zbierał całą wodę i ją radośnie zatrzymywał, przez co wejście na działkę przypominało Wielką Pardubicką. Bo gumiaków jeszcze nie mamy na stanie 😉

Pod folią siewki ślicznie kiełkują, aż serce rośnie. Wiem, że rzodkiew będę musiała nieco przerzedzić w niektórych miejscach, gdzie rośliny rosną „w kupie”. Aż mi żal je przerywać 😦

Na jabłonce chciała zamieszkać gąsiennica. Zawinęła się w listek, okokoniła i myślała, że nikt jej nie zauważy. Cóż, trafiła nieszczęśliwie, że na jabłonkę, to mam nadzwyczajne baczenie. No i została wyeksmitowana w siną dal. A przy wyciąganiu kolejnych płyt chodnikowych, nachomikowanych przez poprzednią właścicielkę działki (chwała jej za to), odkryliśmy, że kątniki wcale takie malutkie nie są, jak to w mieszkaniu je widać. Poznawanie rozmiarów następowało stopniowo: od mniejszego, po giganta. Gigant miał około 10 cm długości. Odwłoka. Dla mnie to ponad siły. Poziom adrenaliny osiągnął maksymalne stężenie w mojej krwi. Brrr…

Jeszcze jutro podskoczymy z odkurzaczem i przejadę trochę tapicerowane meble, żeby nie brudziły, jak się ktoś zechce na nich usadzić. No i trzeba grilla przygotować na wieczór, bowiem ze znajomymi z NKGK umówiliśmy się na „Pożegnanie lata”.

Dziś zdjęć niewiele, bo skończyłam pracę dopiero po zapadnięciu zmroku. Owszem, aparat ma zamontowaną lampę błyskową, ale ja jakoś nie lubię robić fotografii z jej użyciem. Nie podoba mi się efekt, jaki powstaje przy rozbłysku. No, koniec pisania, oto zdjęcia:

 

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under hobbystycznie, zaokienne życie

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s