Przepracowanie, czy lenistwo?

Dziś jakoś nie mogłam się zabrać za robotę. Chciałam posprzątać, ale zabrałam się za haft i na tym się skończyło. Dobrze, że jeszcze starczyło mi chęci na zrobienie obiadu.

Na działce też jakoś robota mi się nie kleiła, wyżęłam mniej niż zwykle. Może dlatego, że tym razem zabrałam się za wycięcie starych pokrzyw i ostów, których średnica łodygi często miała więcej niż jeden centymetr? Aż się sierp klinował. Zostawiłam jeszcze tylko kwitnące nawłocie kalifornijskie i dziewanny. Nawłocie, jak przekwitną pójdą pod sierp, za to dziewanny zostawię. Gdy chaszcze zostały przerzedzone, moim oczom ukazał się zapomniany przez wszystkich, zrolowany dywan. Nieco dalej, pod ogrodzeniem ujrzały światło dzienne słoiki z bliżej nieokreślonymi substancjami, stare donice, wiadra, worki ze zbryloną zawartością… istny śmietnik. Po wyżęciu wszystkich chabazi, trzeba będzie pozbyć się tego śmiecia. A potem miło by było, jakby znalazł się ktoś z konikiem i pługiem, żeby to wszystko przeorać. Bo przekopanie tego wszystkiego będzie chyba ponad nasze siły…

Po dzisiejszym dniu mogę mieć pewność, że mojemu lewemu przedramieniu reumatyzm nie grozi. Zadbały o to pokrzywy, ozdabiając skórę czerwonymi, piekącymi plamami i pęcherzami.

G. przekopał calutki przyszły warzywnik. W następnym tygodniu posiejemy żyto na poplon i do wiosny sobie spokojnie będzie rosło, a potem użyźni glebę naszym przyszłym warzywom.

Jabłonka odrasta w tempie niemal błyskawicznym. Gałązki rosną, jak na drożdżach, wysyłając w świat kolejne listki. A pod tunelem foliowym zaczyna się zielenić. Rzodkiewka kiełkuje aż miło, widać już też kiełki sałaty, tylko koper na razie się leni. Pietruszka zaczyna zielenieć, dzięki dostarczaniu wody w odpowiednich dawkach codziennie. Będzie jeszcze z niej trochę naci.

Dostaliśmy informację, że działkowy sąsiad przez dróżkę dostał od poprzedniej właścicielki klucze do Ruderki i do furtki na działkę, by mógł korzystać z prądu i wody, gdy kosi u siebie trawę. Bo tylko trawa i orzech rośnie na jego parceli. W te pędy pozmienialiśmy kłódki, zamki i inne zabezpieczenia, by się u nas nie rządził. Może podeszlibyśmy do sprawy inaczej, gdyby szanowny sąsiad raczył twarz otworzyć i grzecznie odpowiedzieć, „dzień dobry”, kiedy się mu kłanialiśmy. Skoro miał nas w nosie i się tylko patrzył na nas, jak nie przymierzając kretyn z głębokim upośledzeniem umysłowym, to nie poczuliśmy się w obowiązku przedłużyć mu tę niepisaną umowę.

Wieczorem jeszcze rośliny dostały swoją porcję wody. Oblałam całą działkę, nie oszczędzając żadnej roślince. W końcu dziś było dość gorąco i słonecznie, to się należało.

Jutro chyba zajmę się czyszczeniem Ruinki, bo tam wszystko jest tak zarośnięte kurzem, że można się ubrudzić patrząc jedynie na to wszystko.

A na koniec, tradycyjnie garść zdjęć:

        

Reklamy

4 Komentarze

Filed under hobbystycznie, prace ręczne, zaokienne życie

4 responses to “Przepracowanie, czy lenistwo?

  1. Kwerkus

    Czy to nie jest rudbekia?

  2. haaszek

    Jeśli dziewanna już przekwitła, to możesz wyciąć. Na przyszły rok nie zakwitnie, zakwitną te, które w tym roku mają tylko rozetki liści.

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s