Wkurzyłam się, a nawet gorzej…

Jutro mieliśmy jechać na turniej do Będzina. G. nawet siedział po cztery godziny dłużej w poprzednim tygodniu, żeby odrobić piątek i móc spokojnie wyjechać. Ale przecież nie mogło być tak pięknie… Nowy Prezio (niech mu flaki skisną) zarządził mobilizację w firmie i wszystkim zagospodarował długi weekend, żeby nikt się nie nudził. Odrobiony piątek G. będzie w robocie. W sobotę również. A i niedziela robocza też się zapowiada. A czemu? Bo Prezio g…no wie na temat pracy i wykonywania poszczególnych faz tworzenia danych przedmiotów i pobrał zamówienia na tak krótkie terminy, że wszyscy muszą zapinkalać. A ten tylko łazi i wkurza, krzycząc, że mu za wolno. Niech bierze szlifierkę i zapinkala, jak inni, to będzie szybciej.

Szlag mnie trafia z tymi współczesnymi dorobkiewiczami. Który to już wyjazd przez takiego %#%$@#$ nie doszedł do skutku? Ech…

Mogłabym pojechać dziś, G. by mógł mnie tam zawieść, pomógłby rozpakować się, postawić namiot, ale nie uśmiecha mi się cała noc na czatach i pilnowanie, czy jakiś żul mi się nie napatoczy i nie będzie chciał czegoś zniszczyć. Do dupy to wszystko…

Mam doła. Jestem wku….rzona niemożebnie. Wyć mi się chce.

Gryzę. Bez kija i pancerza nie podchodzić. No i jeszcze jakąś osłonę termiczną proszę sobie też założyć, bo mogę kichnąć kulą ognia. Tak, przeziębienie też mnie złapało.

Szukając pozytywów, doszłam do wniosku, że spokojnie wykończę dublet, bo zostały tylko dziurki do zrobienia. Wczoraj siedziałam nad podszewką. Wyszła nieco krzywa, ale po wszyciu zupełnie tego nie widać. G. będzie miał wygodny, nowy przyodziewek. Jeszcze mnie o jopulę prosi… zrobię. Tylko jakiś wykrój dobry muszę znaleźć… albo będę bazować na dubletowym szablonie… no  i będę miała czas, żeby zrobić jeszcze jedną haftowaną sakiewkę…

No i jeszcze odlewnik, który nie może mi wysłać informacji potrzebnych do sfinalizowania zamówienia. Dla niego  „zaraz” trwa od wtorku do nadal. Chyba naprawdę będę musiała się nauczyć sztuki odlewnictwa i ustawić warsztat w piwnicy, bo to za dużo na moje nerwy. Tłumaczyłam to odlewnikowi nie raz i nie dwa, ale chyba niezbyt dosadnie… Bez sprzączek nie ruszę z tkaniem, bo wymiary typu „około centymetra” jakoś mnie nie zadowalają, nie wiedzieć czemu…

Tak, szlag mnie trafia…

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under praca zawodowa, prace ręczne, turnieje, życie

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s