Śpiew skowronka o świcie

Wciągnęłam się w kolejną grę.

Internetową.
Online.
Jakbym nie miała ich już nadmiar.
No, ale cóż poradzić, kiedy uwielbiam grę The Settlers od pierwszego jej wydania po dzień dzisiejszy? Dlatego nie oponowałam, gdy G. znalazł ją w sieci, w wersji online i się w niej zarejestrował, ciągnąc mnie za sobą. Tak więc utknęłam w świecie The Settlers Online i wcale się z tego powodu nie martwię. Jest na tyle niewymagająca stałego pilnowania, że mogę w czasie gry zrobić obiad, pranie, posprzątać tu i ówdzie, nakarmić wolierowce i jeszcze starcza mi czasu na pohaftowanie, czy obejrzenie filmu albo poczytanie książki. Surowce bardzo wolno zbierają się w magazynach, więc nawet na pierwszych poziomach nie trzeba ślęczeć przy grze non stop.

A czemu skowronek w tytule?
Bo w tle gry słychać ptasie trele, nad którymi wybitnie wzbija się skowronek. I jego śpiew utkwił mi mocno w myślach, mózgu, uszach tak, że w ciszy nocnej wciąż go słyszałam. I zaczęły mi się przypominać letnie i wiosenne dni spędzane w niemal dziewiczym świecie podmokłych łąk przy działkach ogrodowych na peryferiach miasta. Tam, gdzie brodziłam w skrzypie wyrosłym, niczym miniatura prehistorycznych lasów, gdzie chowałam się przed rzeczywistością wśród wybujałych traw i ziół. Gdzie budowałam tamy, walcząc o teren z pijawkami, gdzie poznawałam cykl życia żab i ropuch, gdzie po raz pierwszy i jedyny zobaczyłam na wolności traszki. Gdzie poznałam gorzki smak krwawnika i ostre kolce ostów. Tam też i tylko tam zrywałam i dołączałam do bukietu źdźbła trawy o kłosach w kształcie serc.
Zamykam oczy i widzę te łąki rozgrzane letnim słońcem, rowy melioracyjne porośnięte kołyszącą się na wietrze trzciną, gdzie w konkury uderzał ze skowronkiem trzciniak i staw okolony niczym koroną puchem tatarakowych pałek.
To stamtąd przecież przybyła do mnie najpierwsza papużka falista (wtedy, nie wiadomo czemu, mówiono o nich „nierozłączki”) – Perełka, która zgubiwszy się w ogromnym, zewnętrznym świecie, przycupnęła na dachu Trabanta, należącego do mojego ojca. To tam nauczyłam się Natury – jej działania, cykliczności i nieokiełznanego piękna.
Chciałabym tam wrócić.
Tylko nie ma już do czego.
Teren został poddany przemianom, postawiono tam fabrykę. Staw wysechł, łąki też, zwierzęta się wyniosły lub zginęły, nie mogąc uciec przed zniszczeniem, jakie przyniósł ze sobą rozwój miasta.
Mój Eden już nie istnieje nigdzie indziej, jak tylko w moich wytartych i spłowiałych wspomnieniach. Gdybym mogła malować myślami… bo talentów plastycznych u mnie zbyt mało, bym mogła porwać się na zobrazowanie tego, co tłucze się pod czaszką.
Mojego Edenu już nie ma, ale nieodmiennie śpiew zawieszonego gdzieś w przestworzach skowronka przypomina mi o nim i o szczęściu, jakie wtedy mnie wypełniało, gdy nieskrępowana zakazami i nakazami odkrywałam samodzielnie świat. Swój świat.
I tego nikt nie może mi odebrać, nie obierając mi jednocześnie życia…
Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under hobbystycznie, papużki, rozrywka

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s