Święta, święta i po świętach…

Dawno nic nie pisałam, bo się trochę czas mi skurczył. Za krótki dzień, za dziwne godziny pracy. Nie mogę się przyzwyczaić. Wciąż. Nie umiem się zorganizować. W ogóle czuję się zmęczona. Mam nadzieję, że to tylko z powodu braku słońca, bo za oknem wciąż szaruga i deszcz. Nawet opisać to, co się działo jest mi trudno… nie mogę zagonić myśli w jedną zagrodę, wciąż mi się rozbiegają po całej łące… takie wredne barany.
Święta spędziłam z rodziną. To chyba norma dla każdego, kto posiada takową, z która da się spędzać święta. Szału zakupowo-prezentowego nie było, bo i nie było na to finansów. Za to atmosfera – jak zwykle – wspaniała. Rozmowy do późna w noc, wspominki, pomysły na przyszłość i teraźniejszość. Gadanie o wszystkim i niczym, a tematy nie chciały się skończyć.
Krótki to były święta. Chwila-moment i już trzeba było się ewakuować do domu. Szkoda, bo naprawdę się nie nagadałam.
Tydzień pomiędzy świętami a Sylwestrem minął tak szybko, że aż się to wydaje niemożliwe. Urlop spożytkowałam na odpoczynek i  pierdoły. Nie byłam w stanie zebrać się do pracy. Straszny leń mnie opanował. Może powinnam się rozglądnąć za żelazem…?
A Nowy Rok zastał nas w Długomiłowicach. Przy muzyce i cieple bijącym od kominka spędziliśmy przyjemną i wesołą noc. W oczekiwaniu na północ zajęliśmy się grą planszową o nazwie „Osada” (opiszę ją szerzej w najbliższej przyszłości). Wciągnęła niczym bagno. Rozwijanie własnego państwa i przeszkadzanie w rozwoju innym to chyba było to, czego potrzebowała cała nasza drużyna.
Potem, równo o północy, rozbrzmiały nasze hakownice, zagłuszając skutecznie huk petard. Wiem, że dla okolicznych zwierząt to był czas z horroru wzięty… chociaż konie stajni nie rozniosły ani nie wykazywały żadnych oznak zdenerwowania… a huk rozlegał się niedaleko od budynku…
Po północy, wróciwszy do ciepłego Gościńca, wznieśliśmy toast szampanem. Swojego kieliszka szybko się pozbyłam razem z zawartością. Nie przepadam za winami musującymi, a tego wieczoru miałam okropną awersję do alkoholu. Niekiedy tak już mam i koniec. Nie spróbowałam grzańca, który naprawdę smakowicie pachniał przyprawami i pomarańczą. Nie byłam w stanie przełknąć nieziemsko pachnącej czekoladą i przyprawami korzennymi Porterówki, którą na tę okazję od dwu miesięcy szykował G. No po prostu nie i koniec. Był też pokaz ognia, w którym wzięli udział R., W., i G. Ogień na poi huczał aż miło. Nie potrzeba było żadnej muzyki, bo sam płomień śpiewał i grał.
Kiedy już zmęczenie zaczęło nas dopadać (i Porterówka zdradzała swoje właściwe działanie), rozlokowaliśmy się na miejscach do spania. Wybrałam to, które najbliżej było położone kominka. Do rana było mi niezmiernie ciepło i o to chodziło. Rano dorzuciliśmy do kominka nowych polan i rozpaliliśmy ogień na nowo, choć sam kominek nadal był gorący. Leniwie rozpoczął się poranek na rozmowach przy herbacie i kawie i tym, co jeszcze zostało na stołach. Dzień był nad wyraz pogodny i ciepły. Aż się prosił o spacer. Nie oparłam się tym prośbom i wykorzystując fakt, że S. musiała przejść się ze swoim psem, dołączyłam do niej.
Wczesnym popołudniem rozjechaliśmy się do domów, a na drugi dzień trzeba było się zebrać do pracy. To był najkrótszy Sylwester, jaki pamiętam… ale to wcale nie znaczy, że najgorszy.Był naprawdę cudowny, za co mogę podziękować tak Gospodarzom (którzy udostępnili Gościniec) oraz wspaniałej ekipie NKGK, bo bez niej nie byłoby żadnej zabawy.
Teraz następuje powrót do szarej rzeczywistości: praca i deszczowa szarówka za oknem. Zupełnie nie nastraja to do jakiejkolwiek większej aktywności niż ta, wymuszona daną sytuacją… chyba faktycznie się rozglądnę za żelazem…
Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under praca zawodowa, rozrywka, życie

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s