Robota i praca

Nie piszę za często, bo czas mi się gwałtownie i okropnie skrócił. Rano, przed pracą, nie zawsze mam chęć żeby coś zrobić, a po pracy już mi sił nie starcza, ani pomysły żadne nie chcą się przyczepić.
Robota na razie jest mało stresująca. Nie boję się do niej chodzić, bo wiem, że z większością rzeczy sobie spokojnie poradzę i raczej nie zostanę zaskoczona zastępstwem. Nie jestem lektorem. I dobrze. Takich zaskoczeń w poprzednich pracach nie lubiłam.
Sprawa z grzejącymi się rurami od gazu została wyjaśniona. Stare budownictwo, przewody aluminiowe, więc wszystko się trzyma głównie na słowo honoru. Odczepił się jeden z przewodów (tzw. zero) i się instalacja uziemiła na rurach. Ot, cały powód zamieszania. G. usterkę szybko usunął i dalej mogę bez problemów używać kuchenki.
Teraz dokańcza się gotować bigos z cukinii. Skorzystałam z tego przepisu na portalu „Wielkie Żarcie”, z którego mądrości i pomocy czepię nieustannie. Zrobiłam parę modyfikacji, żeby bigos smakował troszkę lepiej. Najpierw w garnku podsmażyłam cebulkę na złoto (polecam Ramę w płynie, świetna jest do takich rzeczy), potem dodając do niej pokrojone w kostkę boczek surowy i kiełbasę śląską. Pozwoliłam się im poddusić i lekko przysmażyć nim dorzuciłam pokrojoną w kostki cukinię. Dusiłam ją pod przykryciem przez dłuższy czas. Kiedy już nieco zmiękła, dorzuciłam pokrojonego drobno pomidora (dużego) i jedną paprykę. Po chwili duszenia przyszedł czas na przyprawy: ziele angielskie, liść laurowy, pieprz, sól, papryka mielona ostra i słodka i zioła prowansalskie. Teraz to wszystko się gotuje na małym ogniu bez przykrycia, by odparowała trochę woda, a bigos zrobił się nieco gęstszy. Wieczorem sprawdzę co jeszcze potrawie potrzeba do osiągnięcia odpowiednich walorów smakowych.
Za chwilę trzeba będzie się szykować do pracy, żeby zdążyć tam dojść i po drodze jeszcze kupić kilka gołąbków w „Mniam Mniam”. Co jak co, ale do gołąbków cierpliwości nie mam. Robiłam raz i mocno się zastanawiam, czy tę akcję powtórzyć. A z baru są przepyszne (nie tylko gołąbki), więc – po co się męczyć?
Co dziś mnie czeka w robocie? Pakowanie w folię pierniczków dla dzieci i wiązanie tego wstążką. Wymyśliłam, to mam. Wczoraj zaczęłam, a idzie mi to, jak krew z nosa. A ponadto na pewno prace standardowe i codzienne, jak przyjmowanie wpłat, wpisywanie danych, odbieranie poczty elektronicznej i telefonów. Ot, nic nadzwyczajnego. Zwykła, biurowa robota.
Nic, idę nałożyć maskę, żeby ludzi nie straszyć, zrobić porządek z włosami, żeby nie przeszkadzały. Bigos się już ugotował, więc z czystym sumieniem mogę się zabrać za pracę zawodową.
To pa. Wracam w okolicy 21-szej.
Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under kuchennie, praca zawodowa

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s