Bliżyn… Tkactwo z bliska

Miało być nas troje. Została dwójka. G. i ja.
Wczesnym rankiem załadowaliśmy się do Szkapy i pojechaliśmy na Kielecczyznę. Aż pod Skarżysko Kamienną. Do Bliżyna na dni Tkaczki.
I wiecie co? Wcale w tym kieleckim nie piździ. Było niesamowicie gorąco, słonecznie i wspaniale.
Ludzie są tam zachwycający: otwarci, pełni pasji i radośni.
Okolica: lekko pofałdowana, urzekająca i… jakby to nazwać… przaśna..? Zdrowa? Nieskażona?…
Dzień spędzony w takim przyjaznym towarzystwie na rozmowie, śmiechu i opowieściach z okolic płynął leniwie i wesoło. Bliżyn ma wspaniałych radnych (przepraszam, że nie przytoczę nazwisk, ale po prostu ich nie pamiętam), którzy wiedzą, gdzie leży źródło sukcesu i dążą do tego, by tę cudowną okolicę ubogacić finansowo. Mieliśmy okazję zobaczyć niesamowitą kolekcję rzędu końskiego z każdego chyba zakątka świata dzięki właścicielowi owej kolekcji. Staliśmy tak pomiędzy siodłami, uzdami, kantarami, strzemionami pamiętającymi czasy jeszcze przed I wojną światową i słuchaliśmy zaczarowani opowieściami pana Stanisława (https://sites.google.com/site/naszekonieprzyjaciele/jazda-w-zabytkowym-siodle). Sam wspomniany przybył do Domu Tkaczki, gdzie się Dni Tkaczki odbywały (http://jakiecudne.pl/zdjecie/blizyn-dom-tkaczki) w stroju ułana, dosiadając siwej arabki Nerudy.
 
Oczywiście skwapliwie skorzystałam z propozycji pana Stanisława, by na owej klaczce się przejechać. To drugi koń, którym jestem zachwycona: jak miękka w pysku! Jakaż delikatna w łydce! No po prostu poezja, a nie konna jazda.
 
Długo na niej nie siedziałam, bo się bałam, że jej krzywdę zrobię, bo przecież ja na takich wspaniale ułożonych koniach nie jeździłam, a przyzwyczajona jestem do topornych, mocnych i wrednych konisk, z którymi trzeba grać w ciuciubabkę.
Nie omieszkałam potkać chwilę na ogólnie dostępnym krośnie, ale okrutnie ciągnęło mnie czteronicielnicowe stojące w osobnym pomieszczeniu z zaczętą robótką.
 
I tylko dlatego nie usiadłam tam do tkania. W końcu zepsuć jest łatwo…
Objadłam się wspaniałymi rogalikami z przepysznym nadzieniem, zapiłam swojskim winem i równie wspaniałą herbatą, a to wszystko na świeżym powietrzu w zacienionej altance o wyglądzie chłopskiej chaty.
 
Wieczór spędziliśmy oglądając krótkie filmy z okolic Bliżyna, wykonane metodą poklatkową. Pokazano nam również zdjęcia z dzikszych części okolic, gdzie masowo znajduje się pozostałości po neolitycznych osiedlach, a także uraczono nas masą opowieści na temat przeszłości bliskiej i dalekiej tych terenów. Noc zakończyła się ogniskiem i pieczeniem kiełbasek.
 
Mimo pierwszego wrażenia, jakie sprawiały luźno rzucone gałęzie, ogień był solidny i piekielnie gorący tak, że nie dało się stać przy nim zbyt blisko. Nawet pieczenie kiełbasek mogło zakończyć się poparzeniem dłoni.
Po ciemku i „na czuja” trafiliśmy do Gospodarstwa Agroturystycznego „Zagroda królów”(http://www.zagrodakrolow.pl/), gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg. Po zaspokojeniu wieczornego pragnienia herbatą, poszliśmy na zasłużony odpoczynek.
Z „Zagrody” ciężko było wyjechać. Prowadząca ten biznes pani Gabriela była niesamowicie otwarta i rozmowna, a jej dzieci bardzo sympatyczne i uczynne, no i mocno już wyrośnięte. Gdyby nie grupa konnych rajdowców oczekująca na naszą gospodynię w leśnej głuszy, pewnie wyjechalibyśmy bardzo późno, a tak, już o jedenastej byliśmy w drodze.
Cudownie nam się odpoczywało.
Z utęsknieniem czekam na kolejne Dni Tkaczki, by móc się tam znów zjawić się odprężyć.
Wszystkie zdjęcia można obejrzeć w albumie: https://picasaweb.google.com/b.mokiejewska/BlizynDzienTkaczki2011
Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under hobbystycznie, podróże, prace ręczne

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s