Trening…

Wczorajszy trening uważam za dość… emocjonujący.
Przestrzelałam mój nowy łuczek i jestem w pełni z niego zadowolona. Przy trzeciej serii miałam już dość zadowalające skupienie, znaczy nie zapomniałam wiele przez te kilka lat. I to cieszy.
Pojeździłam konno, załapałam wreszcie (chyba) o co chodzi w galopie w pełnym dosiadzie i nie obijam już koniowi pleców, a sobie tyłka. Dostałam z kopyta po stopie od nowej w Gospodarstwie klaczy, która na dokładkę przeciągnęła mnie po ogrodzeniu. Stopa spuchła i posiniała, ale z chodzeniem nie mam większych problemów. Już sobie zaaplikowałam wywar z koszyczka arniki. Dobrze mieć mocne kości.
Wspólnymi siłami, żeńska część braci treningowej, wysprzątała Gościniec, wymiatając pełne wiadro piachu, gruzu i innych resztek. Przynajmniej cegły na podłodze odzyskały kolory, które do tej pory trochę mało były widoczne. Męska część zajęła się pracami drwalsko – ziemnymi: okorowywali pale i wkopywali je w ziemię, by przygotować nowe ogrodzenie dla Gospodarstwa.
Cały dzień minął szybko i przyjemnie. Pogoda była wspaniała – słońce grzało przyjemnie, wiatr leciutki chłodził…
Może za tydzień się wybierzemy tam jeszcze raz…?
Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under hobbystycznie, konno

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s