Coś się kończy, niekoniecznie zaczyna

No i  chyba mogę spisać na straty jedną ze znajomości.
Chyba.
Bo jeszcze nic tak naprawdę nie postanowiono na sto procent.
Źle mi z tym, wciąż doszukuję się winy w sobie. Mogłam gdzieś zrobić coś więcej. Może poświęcić trochę więcej czasu, słów, spojrzeń, gestów…? Nie wiem. Naprawdę.
Było i jest mi ciężko. Trudno mi się teraz żyje, ale staram się jakoś przetrwać kryzys i ciągnąć swój wózek dalej. Może właśnie dlatego, że byłam zajęta swoimi problemami, nie miałam cierpliwości i czasu na problemy innych? I dlatego wyszło, co wyszło…?
L. odcina się powoli ode mnie, od naszej „paczki”… czuję już swąd palonego drewna. To mosty zajmują się już ogniem. I obawiam się, że za niedługo całkiem się spalą.
I kolejna osoba, którą będę mogła wykreślić z kontaktów w telefonie… a raczej sama się wykreśli np. zmieniając numer… bo z pamięci ni wykreślam nikogo. Taka już jestem. Chowam każdą osobę, z którą zdążyłam się zżyć gdzieś w głębi umysłu i na dnie serca. Takie swoiste archiwum byłych znajomości z nadzieją na ponowne spotkanie.
Przykro mi i źle mi z tego powodu.
Może wypoczynek na polach Grunwaldu dobrze mi zrobi, chociaż obawiam się wyjazdu…?
Ech… nic, trzeba się wziąć za pakowanie, dokończenie parawanu do prysznica, ogarnięcie mieszkania przed wyjazdem i może jeszcze uda mi się siąść na chwilę do krosna i odpocząć jeszcze przed wyprawą…?
Reklamy

6 komentarzy

Filed under życie

6 responses to “Coś się kończy, niekoniecznie zaczyna

  1. Aisha

    Ja również żałuje, że tak się ta znajomość z L. kończy.
    Wszyscy poświęcali jej swój czas, nawet jak nie mieli go za wiele dla samych siebie. Więc to wcale nie Twoja wina (ani niedopatrzenie z Twojej strony).
    Nikt nikogo na siłę nie będzie przy sobie trzymać, jeśli chce odejść to jej decyzja. Obawiam się tylko, że jak spali za sobą mosty do nas, to nie będzie już żadnego powrotu dla niej.
    My się staraliśmy, żeby było jej z nami jak najlepiej, może nie doceniła poświęcenia lub nigdy jej tak na prawdę nie zależało… Nie wiem. My robiliśmy co mogliśmy, pomagaliśmy jak tylko potrafiliśmy i nie możemy sobie nic zarzucić. A już najbardziej Ty nie powinnaś mieć do siebie żadnych „ale”.
    Nie zamartwiaj się. Stało co się stało, nikt czasu już nie wróci, ani nie zmieni już podjętych decyzji. Trzeba jakoś to przeżyć i wyciągnąć wnioski na przyszłość.
    Jesteś silna i dasz radę.

    • Ja również żałuje, że tak się ta znajomość z L. kończy.
      Wszyscy poświęcali jej swój czas, nawet jak nie mieli go za wiele dla samych siebie. Więc to wcale nie Twoja wina (ani niedopatrzenie z Twojej strony).
      Nikt nikogo na siłę nie będzie przy sobie trzymać, jeśli chce odejść to jej decyzja. Obawiam się tylko, że jak spali za sobą mosty do nas, to nie będzie już żadnego powrotu dla niej.
      My się staraliśmy, żeby było jej z nami jak najlepiej, może nie doceniła poświęcenia lub nigdy jej tak na prawdę nie zależało… Nie wiem. My robiliśmy co mogliśmy, pomagaliśmy jak tylko potrafiliśmy i nie możemy sobie nic zarzucić. A już najbardziej Ty nie powinnaś mieć do siebie żadnych „ale”.
      Nie zamartwiaj się. Stało co się stało, nikt czasu już nie wróci, ani nie zmieni już podjętych decyzji. Trzeba jakoś to przeżyć i wyciągnąć wnioski na przyszłość.
      Jesteś silna i dasz radę.

  2. W takiej sytuacji można się zastanowić, czy w ogóle warto sobie tym głowę zaprzątać. Sama wybrała sobie drogę. Niestety życie później pomoże jej to zweryfikować.
    Pozdrawiam

    • Z jednej strony masz rację. Dlatego na siłę nikogo przy sobie nie trzymam i nie zmuszam do pozostania przy mnie za każdą cenę.
      Ale… cholernie mi trudno ponieść taką stratę…

  3. Inaz

    Ludzie są i odchodzą, średnio co pięć lat… Nie wiem czy tak mówią ogólne statystyki, ale moje na pewno.

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s