Pechowe szczęście

Przygotowywałam się do tej rozmowy, jak do egzaminu: czytanie, zapamiętywanie, powtarzanie – żeby wypaść jak najlepiej. Potem nerwy podczas podróży i bieg na czas po śliskich chodnikach. Rozmowa przebiegła sprawnie i… od poniedziałku zaczynam szkolenie. Zobaczymy, czy coś mi z tego wszystkiego wyjdzie…
Wróciłam do domu i zabrałam się za lekkie porządki, bo adrenalina wciąż płynęła w żyłach i stres jakoś trzeba było z siebie wyrzucić. No i nadziałam się na słoik. Zsunął się z półki, a ja chciałam go złapać, by się nie rozbił, lecz byłam za wolna i nadziałam się na ostre krawędzie. Posprzątałam, zamiotłam szkło, nakleiłam plastry, żeby nie ciaprać wszystkiego krwią. I skończyło się sprzątanie. Z pociachaną łapą ciężko mi było cokolwiek chwycić, zwłaszcza, że to prawa – wiodąca…
Wieczorem wyszłam z G. do sklepu, żeby kupić parę rzeczy na bigosik i żurek. I wszystko byłoby cudnie, pięknie, gdyby nie ten lód i ostra mulda na osiedlowej drodze…
Teraz mogę siedzieć i się wkurzać, że nie mogę zrobić tego, co planowałam… Pocięta łapa przeszkadza, stłuczone kolano puchnie.
Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under praca zawodowa, życie

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s