Galopada

Tytuł za szumny, ale „kłusada” brzmi co najmniej kanciato.
Nie było galopu… znaczy był, ale później, już na padoku… aj, może się jednak wezmę od początku…?
Pierwszy raz pojechałam w daleki teren. Konno. W siodle, które boleśnie uwierało mnie w mój kościsty nadal tyłek. Na koniu, który pragnął galopować, cwałować, poddać się instynktowi pchającego go do pędu. I to nie był tym razem Ontario, tylko Dyzio. Krępy wałaszek, który ma w sobie tyle cierpliwości, że służy jako główne narzędzie hipoterapii. A przy takich zajęciach nie można iść szybciej niż tylko stępa, więc nic dziwnego, że widząc przestrzenie, poczuł zew krwi mustanga (to tylko takie poetyckie porównanie).
Po przekłusowaniu i przestępowaniu wśród lasów, pól i łąk, wróciliśmy do gospodarstwa i tu dopiero można było oddać się szaleństwu. Pogoniliśmy konie na padoku i rozkoszowaliśmy się galopem między kretowinami.
Kocham ten pęd, tętent, świst wiatru w końskiej grzywie…
Co z tego, że wróciłam połamana, obolała i poobijana? Że nie wiedziałam, jak się usadzić na krześle, że mam utrudnione zakwasami poruszanie ramionami. Ważne, że wspaniale spędziłam dzień.
I… wiecie co? Dowiedziałam się, że gdzieś w okolicy, bliskiej okolicy ktoś chce się pozbyć domu z obejściem… jeny… kogo by tu namówić na kredyt…?
Reklamy

2 komentarze

Filed under konno

2 responses to “Galopada

  1. Inaz

    Bank? 🙂 Można też sprzedać mieszkanie… a będę mogła postawić u Ciebie krowę? 🙂

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s