Końskie życie, czyli ciężka orka

Na szczęście nie na ugorze… chociaż…
Dwa razy w tygodniu rzucam wszystko w kąt i jadę do koni. Ze znajomym, a mieszkającym w gospodarstwie, ćwiczymy jednego parzystokopytnego, by z produktu koniopodobnego stał się pełnowartościowym konikiem. Na razie jest lekko zapuszczony i rozpuszczony. Ciągnie, stawia się, buntuje. Chce mieć własne zdanie ponad zdaniem jeźdźca…
Jest  mocny, a ja niewielka, więc siły są źle rozłożone, aczkolwiek udaje mi się nie „jeździć” za nim, gdy go lonżuję.
 
Razem próbujemy go nauczyć, jak być posłusznym woli człowieka, bo w innym wypadku zostanie sprzedany komuś, kto z nim dojdzie do porozumienia szybciej.
Bardzo bym tego nie chciała. Zdążyłam się zżyć z tą Krówką. Oboje też mamy kilka wizji, w których ten wałaszek odgrywa główną rolę…
Ale cóż… nie mam żadnej wolnej kwoty, by wspomóc właścicieli w jego utrzymaniu. Jest duży (w połowie zimnokrwisty, ok. 170 cm w kłębie) i bardzo dużo potrzebuje paszy. Gospodarz mówi, że to, co inne konie zarobią, wypracują, on to wszystko wchłonie w postaci siana czy owsa.
Gdybym tylko miała wolne 400 złotych. Co najmniej…
Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under konno

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s