Wakacyjne wojaże

Przeżyłam…
Przeżyłam koniec roku szkolnego.
Przeżyłam sesję. Z wystrzałowymi ocenami. Fuksem.
Przeżyłam zapalenie dwunastnicy. Co prawda ledwo, ledwo, ale jednak.
Przeżyłam upały i chłód. I nie wiem, co gorsze. Chyba chłód.
Papużki w stanie niezmienionym też przeżyły. Hmmm… co do stanu niezmienionego, to tak myślę sobie, że on jednak nie jest taki constans, jakby się wydawało na pierwszy rzut oka. Przy drugim rzucie widać już, że brzuszki się ładnie chudzielcom zaokrągliły, a grubaskom (czyt. samicom) jakoś skrzydła przestają działać. Oj, chyba kurację odchudzającą trzeba będzie wymyślić…
Mnie za to przydałaby się kuracja dotuczająca, bo po chorobie, która wyczyściła mnie (i – cóż – dalej czyści) z substancji odżywczych wyglądam prawie, jak szkielet. Zadatki na anorektyczkę już chyba mam.
Miałam nadzieję, że tydzień spędzony na wsi coś zmieni w tym temacie, ale okazało się, że założenie było błędne. Nadal jestem tak samo chuda, tylko trochę więcej opalona.
A na wsi? Na wsi było cieplutko, cichutko, cudownie. Owszem, w tym samym czasie reszta rymcymcerstwa smażyła się w okolicach Stębarku, żeby w konsekwencji zaliczyć dwie bitwy: w czwartek i sobotę. Tak, tak, piszę o tegorocznej Inscenizacji Bitwy pod Grunwaldem, tej na 600 lecie. I chyba nie żałuję, że mnie tam nie było. Zawsze jest tam brak informacji (to po pierwsze, bo reszta się sypie właśnie tylko przez ten brak) i ogólny rozgrdiasz. Do tego w niektórych miejscach pola grunwaldowe mają nieprzyjemną aurę, gdzie nawet najlepsi przyjaciele potrafią rzucić się sobie do gardeł. I to z błahych powodów. Ot, uroki obozowania w okolicach pola bitwy. Dużej bitwy.
I omijając tego typu atrakcje, łącznie z chamskimi i debilnymi turystami, którzy potrafią zrobić zdjęcie podczas porannej toalety i wręcz wejść z aparatem do toitoia lub też wkładając obrzydliwie brudny palec do miski z konsumowanym właśnie przez ciebie obiadem ocenić potrawę , jako „bez smaku”, wypoczywaliśmy całą ferajną w gospodarstwie agroturystycznym w pobliskich Długmiłowicach. Obóz rozbity w sadzie przyciągał uwagę mieszkańców wioski, a także tych, którzy przyjeżdżali na jazdy konne, bądź w odwiedziny do Gospodarzy.
W zamian za pomoc przy obejściu otrzymywaliśmy gratyfikację w formie konnych przejażdżek. Zaliczyliśmy grabienie siana (to chłopcy zostali oddelegowani zaraz pierwszego dnia), układanie przywiezionego siana na strychu niemalże na czas, pojenie, karmienie i czyszczenie koni (włącznie z podczyszczaniem boksów), noszenie dachówek z miejsca na miejsce (to też męska była robota) i zelektryfikowanie siodlarni, w której ktoś z kabli zrobił niezłą łamigłówkę. Reszta dni spędzana była na grach w szachy, lucky house, czy uno w chłodnym wnętrzu „Gościńca”, bo tak została nazwana przerobiona na klubokawiarnię obórka.
W ostatnich dniach nieco pogoda się zwarzyła i zburzyła, co nie pozwoliło nam zabrać od razu ze sobą namiotów. Suszą się, nadal zagracając sad Gospodarzy. Ale już niedługo. Dziś po nie jedziemy. Nie można nadużywać gościnności, czyż nie?
Reklamy

4 Komentarze

Filed under podróże, turnieje, życie

4 responses to “Wakacyjne wojaże

  1. Sarenzir

    Ciesze się ze juz lepiej z Tobą bo sie zaczynałam martwic. Cudowny wypoczynek, moze rzeczywiscie lepiej ze nie dotarlysmy na Grunwald w tym roku? Mnie przerazaja te tlumy turystow zmieniajacych sie w bezmyslna tratujaca wszystko na swojej drodze mase… ale .. na jakas histeryczna impreze bym pojechala… chocby na taki oboz w cichej stadninie… zazdraszczam! :)))))) trzymam kciuki za zdrowko ,zeby sie juz zaczelo poprawiac bo chudy smok… no nie wypada 😉

    • Cóż, póki co, to spodnie ze mnie lecą 😛 Nawet pasek nie pomaga. Obawiam się, że tak już mi może zostać, jak po obronie magisterki, kiedy to cudownie pozbyłam się aż 5 kg. Ale… jakoś to przeżyję 😛

  2. Nieimiennik

    Witaj wakacyjnie :-)))

    Co za choroba cię dopadła? Mam nadzieję, że już pokonałaś? I daj znać, czy przybyło ci kilogramów, ja chętnie podzielę się swoim nadmiarem 😉

    Pozdrawiam!

    • Wiiitaj! Jak dobrze Cię czytać 🙂 Już się bałam, że zaginęłaś w otmętach rzeczywistości 😉
      Choroba powoli się wycofuje i daje mi odetchnąć raz na jakiś czas. Co do sterczących żeber – tu się, póki co, nic nie zmieniło. Mimo wielu propozycji podzielenia się swoim nadmiarem 😛

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s