Herbaty świata i nie tylko… cz. 3

Nie ma to jak gorąca, zielona, pełna aromatu herbata o poranku. Nawet zamiast porannej kawy zbożowej (zwykła prowadzi mój organizm do samozniszczenia).
I tak przesypując zasuszone, zwinięte, skrywające niesamowity smak i aromat listki do łyżeczki-zaparzarki, błądząc myślami jeszcze gdzieś między jawą a snem, usłyszałam dziwny odgłos, którego nie powinnam usłyszeć.
Metaliczny brzęk przykuł moją uwagę i poczęłam się rozglądać, co też wyzwoliło ten niepokojący, obcy odgłos… Wzrok skierowałam na łyżeczkę, a tam… spokojnie sobie leżał kawałek żwiru/gruzu/kamienia…
 
Ja wiem, że grunt to zdrowie, że wulkany szaleją, ale to nie powód, żebym piła parzone kamienie…
Reklamy

3 Komentarze

Filed under kuchennie

3 responses to “Herbaty świata i nie tylko… cz. 3

  1. Sarenzir

    hihihi słuchaj nie wiadomo co taka chińska medycyna może wymyślić 😉

  2. Learen

    „Stuk-puk! kto tam? Herbata kamienna!” Wybacz, musiałam 😀 …

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s