Śnięta i po śniętach

Narobiłam się po uszy.
Ledwo wysiedziałam przy kolacji wigilijnej, bo mi się oczy same kleiły ze zmęczenia.
Nic to.
Najważniejszym dla mnie elementem było spotkanie z najbliższą (moją) rodziną, z którą (zwłaszcza siostrą) mam sporadyczne kontakty. Nawet via net. Nie, nie narzekam, bynajmniej. Po prostu stwierdzam fakt. Żyję w takim pośpiechu, mam tyle rzeczy na łbie, że nawet nie zauważam, kiedy zasypiam.
Ale…
Miało być o czym innym.
Śnieg nie dopisał na święta. I dobrze. Inaczej tłuklibyśmy się z tymi wszystkimi pierogami, kapustami, ciastami pociągiem. A tak – pięknie, gładko samochodzikiem niemal pod dom. Nawet nie zdążyłam zmarznąć. Czyli wszystko się pozytywnie porobiło. Kolacja mignęła niemal w oka mgnieniu. Nawet udało mi się nie połamać zębów na grosiku ukrytym w pierogu z kapuchą. Mama urozmaiciła nam tak kolację, żeby chyba nikt nie zasnął i trzymał się w pełnym pogotowiu.
Góra jedzenia wypchała nas po same uszy, rozleniwiła okrutnie i zmusiła do przyjęcia bardziej horyzontalnych pozycji. I do wspominek odległych, może i dobrych czasów, kiedy to choinka była zieleńsza i pachniała lasem, każda ozdóbka była ręcznie robiona lub miała własną, nieprzeciętną historię podróży, śnieg bielał i sypał za oknem tworząc metrowe zaspy, a wigilijne sianko pod obrus często-gęsto podbierało się zwierzakom w oborze. Albo ze stodółki… Takie wspomnienia rozanielają.
Nadszedł też i czas na prezenty. Skromne ze względu na szatkujący nas kryzys. Znaczy to „skromne” odniosło się do prezentów, które myślmy poczynili. Co nie znaczy, że nie były trafione. Tak mi się przynajmniej zdaje…
Całkowicie i momentalnie z ospałości wyrwał mnie prezent jaki siostra z partnerem przywiozła dla nas. I dla rodziców (osobno). Jeden kosztował więcej niż moja skromna pensja półetatowa! Mam teraz mieszane uczucia: bo i cieszę się z tego prezentu, a jednocześnie mi tak dziwnie, bo wiem, że ma taka cenę, że nawet nie pomyślałabym o kupnie czegoś takiego.
Mimo to świetna to rzecz, ale i kolejny złodziej czasu. Nie, nie mam zamiaru podawać go o tę kradzież do sądu. Dobrze mi z nim i nie chcę tego zmieniać.
Hmmmm… Może zatem pokradnę sobie jeszcze trochę wolnego czasu na przyjemności?…
Reklamy

2 Komentarze

Filed under kuchennie, życie

2 responses to “Śnięta i po śniętach

  1. Inaz

    W końcu pierwszy w pełni trafiony prezent 🙂 a ile to kosztuje nie ma najmniejszego znaczenia. Pozbądź się wyrzutów sumienia i niech Wam z przyjemnością kradnie czas to cudo 🙂

    • Mam nadzieję, że wreszcie wygrzebiemy się z remontowego bajzlu i będziemy mogli Was zaprosić, żebyśmy razem sobie znów ponadwyrężali mięśnie 😛

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s