Sobotni wieczór…

Zdechła, zmęczona, wypompowana.
Cały dzień na nogach, niemal w strugach deszczu. Zmarznięta i zmokła. Mimo to – szczęśliwa. Paradoks? Być może.
Tak bardzo lubię turnieje i pokazy, że ciężko mi się bez nich obejść. Lubię je nie tylko za samo istnienie, ale głównie za to, że mogę się spotkać z dobrymi znajomymi. Na żywo. Twarzą w twarz. Bo zupełnie inaczej prowadzi się rozmowę stojąc przed daną osobą, niż przez bezduszny e-mail, czy komunikator. A nie każdy ma kamerkę, żeby sobie poskajpić.
Zatem, co z tego, że pogoda pod psem była, co z tego, żeśmy pomokli i pomarzli, ale mogliśmy się spotkać. Tak naprawdę. I pobawić się, porozmawiać, zrobić to, co lubimy.
Reklamy

6 komentarzy

Filed under turnieje

6 responses to “Sobotni wieczór…

  1. Nieimiennik

    A cóż to za turniej jeśli mogę spytać? 🙂

  2. Sarenzir

    jak ja Ci Smoczyco zazdroszcze 🙂 ale nadzieja wspolnych wyjazdow jeszcze jakos mnie trzyma 🙂

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s