Pierwsza i nie pierwsza porażka…

Nic tak mi nie potrzeba teraz, jak wzlotów.
Niestety – wciąż zewsząd sypią się porażki. I kolejne smutki.
SOdN opuściły ostatnio dwie fruwajki. Co prawda na ich miejsce już przyniesiono nowe, ale… żadna nowa nie zastąpi kochanego, zielono-żółtego Bursztyna, którego zeżarł tłuszczak ani To-no doshi, której „podbite” oczka, nigdy już nie spojrzą na mnie z pogardliwym „czego?”…
Porażką jest brak widoków na zawodową przyszłość – brak pracy, brak finansów…
Porażką jest brak tytułu na liście wybranych opowiadań.

Czy w ogóle jest sens robić cokolwiek, kiedy wciąż i wciąż nic nie wychodzi na dobre?
Czy może dać sobie z tym wszystkim spokój? Odejść z tego świata i już nie wracać?
Podejrzewam – na pewno słusznie – że każda próba samobójcza skończyłaby się porażką.

Porażka jest chyba wpisana w moje istnienie…

Reklamy

11 komentarzy

Filed under hobbystycznie, papużki, życie

11 responses to “Pierwsza i nie pierwsza porażka…

  1. Sami

    A czy to nie jest tak, że dostrzegamy tylko ciemne barwy w naszym życiu? A tych jasnych plamek -nie? Tylko czemu: bo są za małe? Bo nie umiemy cieszyć się nawet z małych sukcesów? Jakże to- cieszyć się…, przecież nie wypada i tak dalej…
    Basta! Nie! A właśnie że zacznę się cieszyć…bo chce widzieć kolor na swej palecie życia. Czy to się komuś podoba czy nie…by tą wielką czarną dziurę zamalować wreszcie. Powoli….ale pokryć ją innymi kolorami. Będzie ciężko, wiem….ale kiedyś się uda…
    Smoczyco…wiosna idzie. Czas by nadzieja się odrodziła…Uśmiechnij się, tak jak ja uśmiecham się do Ciebie 🙂

    • Tak bardzo chciałabym zetrzeć z oczu tę szarość i znów dojrzeć tęczę. Niestety, chyba jestem w okresie, kiedy nie umiem zobaczyć nic, co byłoby pozytywnym, radosnym, szczęśliwym.
      Mam nadzieję, iż ten stan minie wraz z zimą, że znów będę mogła zobaczyć całą paletę barw, nie tylko szarość.

      • Sami

        Skąd ja to znam? Ciemne barwy, które zasłaniają błękit nieba…jak jakieś chmury burzowe. Ale wiesz….próbuje cieszyć się każdym promykiem słońca, który przez nie się przebija, w nadziei, iż kiedyś tylko błękit będę oglądała.
        I czasem właśnie taka mała rzecz, potrafi rozjaśnić wzrok. Każdym najmniejszym akcentem słońca się cieszę, by nie popaść w marazm i sen. Jasne że jest trudno, czasem piekielnie trudno, ale nadzieja nie umiera…i wierze, że słońce wyjrzy…jesli nie dziś, to jutro. Wierze…

        • Też staram się mieć nadzieję, że kiedyś wszystko się wyprostuje, że pójdzie po myśli, że wszystko się poukłada. Staram się, ale nie zawsze chce wyjść – kolejna porażka. Słabość charakteru…

          • Sami

            To nie jest słabość charakteru. Jesteś po prostu bardzo wrażliwą osobą i każdy cień, zabiera kawałek skrzydła… ale dla mnie to nie jest słabość. Nieumiejętność przejścia obojętnie nad tym co się dzieje, świadczy o olbrzymiej empatii i wielgachnym sercu. A to napewno nie jest słabość Smoczyco. I pamiętaj. Słońce świeci dla każdego. Dla Ciebie także, tylko po prostu czasem trudniej go dostrzec…też mam z tym problem…
            Ale się rozpisałam 🙂
            Pozdrawiam.

            • Niekiedy chciałabym się właśnie tego pozbyć – empatii, wrażliwości, moralności, bo dochodzę coraz częściej do wniosku, że sk……nom jest lepiej, łatwiej, że to dla nich został stworzony ten świat. Ale… nadal nie umiem się przemóc, żeby zmienić swój charakter tak, żeby się wpasować w obowiązujące ramki.

              • Sami

                Hm…znów musze coś rzec. :))
                Nie wiem czy tym na ‚s’ jest łatwiej, wiem za to że każdego wieczora obie możemy sobie spojrzeć w twarz, która w lustrze się pojawia…i bez problemów mogę się uśmiechnąc, bo wiem, że to twarz dobrego człowieka.
                Fakt, czasem zbytnia wrażliwość bardzo przeszkadza, ale ja bym chyba nie umiała zobojętnieć całkowicie, choć czasami się mi to udaje.
                A wpasowanie sie w ramki. Po co? By być jak reszta tych, którzy nie umieją marzyć? Nie, dziękuję… wole swój świat, czasem szary czasem niebieski, ale mój własny.:)

                • Cóż, mnie się wydaje – coraz częściej – że właśnie takim ludziom jest łatwiej w życiu. Dla nich nie ma znaczenia, czy podeptają i co podeptają. A żyć bez luster się da.
                  Tylko nie wiem, po co w takim razie poświęciłam 2/3 swojego życia na zmianę charakteru z właśnie takiego, na ten, który mam teraz? Może to wszystko było błędem? Może nie tę drogę powinnam obrać? A jeśli bym była „s”, to czy moje życie byłoby takie, jak teraz? Czy może byłabym całkiem sama? Pewnie zostałabym na lodzie. „S” nie przejmują się innymi, więc dlaczego inni mieliby się nimi przejmować?
                  Jednak zmiana nie wyjdzie teraz na dobre. Teraz już za daleko,żeby się zmieniać z powrotem w „s”. Zatem… poszukam tęczy 😉

                  • Sami

                    I to lubie właśnie…bo po każdym deszczowym dniu wychodzi słońce, prawda? I tęcza….tak, ja też jej poszukam :))
                    Pozdrawiam:)

                    • Powoli chyba zaczynam dostrzegać delikatne zarysy rodzącej się tęczy. Ale ćśśśśś… coby nie zapeszyć 😉

  2. Sami

    Ciiii….by nie zapeszać…
    Ale kciuki i tak mam zaciśnięte :))
    Powodzenia Smoczyco….

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s