No i po turnieju…

No i wróciliśmy z byczyńskiego turnieju…

Jeszcze na żadnym turnieju nie wynudziłam się tak, jak tam… gdybym nie mogła pojeździć konno, gdyby nie było wspaniałego pokazu ognia, gdyby nie garstka dobrych znajomych, turniej ten spisałabym na straty… całkowicie…

Dobrze, że dziś mam wolne, bo nie wiem, co by było, gbybym miała dziś jechać do szkoły… łeb mi pęka (to nie kac – na 100%, bo wypiłam tylko jeden puchar piany z piwa), nogi odpadają (od łażenia, stania i jazdy bez strzemion)

Ech… załatwiam teraz na serio dla Najemnej możliwość jazd konnych.

Ciekawe ile i co zechcą w zamian…?

Rodzice zmuszają nas do zrobienia remotu kapitalnego kuchni.

Meble już upatrzyłam, nowa kuchenka już prawie-prawie, zlew, może zmywarka (nie lubię zmywać garów jak cholera, zwłaszcza tłustych). Będzie podłoga z kafelek przypominających do złudzenia deski, na ścianach panele (bo drewno w kuchni ciężko by miało, a tapeta zaraz pożółknie, bo to i gotowanie, i słońce daje). Nowe rury, nowa bateria… eeech… tak po prawdzie, to już się nie mogę doczekać, bo już mnie denerwuje i układ i stare spleśniałe meble, które tam mamy… w ogóle mieszkanie bardziej przypomina skład czy magazyn, a nie dom… ale… może kiedyś przestanie go przypominać…?

Od 1 września mamy nową, dwudziestą drugą paużkę. Jest zupełnie szara. Nazwaliśmy ją Suzume, co znaczy wróbel. Młodziutkie, śliczne i niestrachliwe to to. Przyleciało do gołębnika.

A oto Suzume:

Śliczny szaruszek, prawda?

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under papużki, praca zawodowa, turnieje, życie

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s