Świergot o poranku…

Śnieg za oknem… już nie sypie… po prostu leży i się rozpuszcza… ot tak, jakby nie mógł sobie poleżeć dłużej… w dzisiejszych czasach wszyscy się gdzieś spieszą…

Tuptusia dostaje lekarstwa i powoli wraca do zdrowia… biedactwo załapało gronkowca 😦 ale je i pije, więc jestem dobrej myśli 🙂

Przestała mieć straszną biegunkę, zaczęła znów dreptać po żerdkach, ze smakiem zajada się prosem senegalskim (chyba nigdy w życiu jeszcze go nie jadła) i w ogóle wydaje się być bardziej radosna.

W poniedziałek myśleliśmy, że stracimy jedną z pti. Lara podziobała Pućkę tak, że wydawało się, że Pućka będzie niewidoma 😦

Ale po przemyciu oczek, okazało się, że to tylko tak tragicznie wygląda. Pućka oczka ma całe, zapuchnięte i zaropiałe, ale na jedno już widzi całkiem dobrze.

Ma łysą główkę z tyłu i raczej piórka tam jej nie odrosną.

Czemu dopuściliśmy do czegoś takiego? Bo to przecież ewidentnie nasza wina 😦

Ano ciężko o takie rzeczy podejrzewać kochaną, milutką ptaszynkę, jaką do tej pory była Lara. Owszem, ganiała się z innymi ptakami, ale one robią to na codzień, więc nie podejrzewaliśmy, że Larze odbije aż do tego stopnia.

Ale cóż – stało się.

Pućka dochodzi do siebie na wikcie z prosa senegalskiego (nic innego nie chce jeść), smarowana, kropiona i przemywana. Nienawidzi moich rąk z całego papuziego serduszka, jak tylko usłyszy mój głos od razu zaczyna swoje przeraźliwe „gzegzegzegzegzegzek!!”

Lara siedzi w odosobnieniu i znów jest słodziutką ptaszyną – podstawia łepek do głaskania, przymila się… eeeech…

dostała do towarzystwa Nightwish, która też miała obiekcje co do jednej z samic…

A To-no doshi postanowiła zostać matką… byłoby to wieścią radosną, ale To-no doshi jest za mała na jajka 😦 zupełnie nie wiem, co teraz zrobić – jeśli zabiorę jajka, to będzie się nieść jak kura (co może być tragiczne w skutkach), jeśli przeniosę ją z Tabitabi jej partnerem do osobnej klatki, pewnie będą pisklęta, z którymi nie będzie do końca wiadomo, co zrobić (dwa z nich już mają potencjalnych opiekunów)…

eeech… ptiptużki…

Bursztyn umie ćwierkać jak wróbel! Robi to całkiem sprawnie i nader często – jakby się chował wśród wróbli 🙂 pewnie gdyby był sam, to by się mowy ludzkiej nauczył 😛

Strasznie zmyślny z niego ptiptużek 🙂

We czwartek dostałam dodatek do Gothica – Noc Kruka 🙂 jeju, jak mi brakowało tamtego gothicowego świata! No po prostu okropnie!

Po napisaniu tej części bloga – idę grać 😀

I tak nie mam co robić, bo Geralt śpi po nocce, więc sprzątanie czy cokolwiek innego związanego z chodzeniem, przestawianiem, szuraniem odpada 😦 dobrze, że świergot ptasi mu nie przeszkadza.

Idę zatopić się w innym świecie… ten mi już przestał odpowiadać 😛

Advertisements

Dodaj komentarz

Filed under papużki, rozrywka, życie

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s