No i mamy nowy rok…

No tak… nowy rok… i co z tego? Przecież i tak wszystko zostaje po staremu. Więc nie opłaca się ani płakać, ani cieszyć – no bo z czego?

Byliśmy na rynku kędzierzyńskim powitać północ hakownicą. Przecież nie będziemy się rozdrabniać na jakieś petardy, tylko od razu z odpowiedniego kalibru 😛

Oczywiście nie omieszkaliśmy przebrać się w stroje 😀 które powodowały u ludzi „na haju” problemy z określeniem rzeczywistości 😛

Po długim (dwutygodniowym) okresie uodparniania się na anginę i po wszelkich świętach i nowych rokach, wróciłam wreszcie do pracy. Dziwne, ale cieszę się z tego powrotu, bo już mi zaczęło jej brakować 😛

Na „dzień dobry” dostałam nową drukarkę – kolor laser – full wypas 😀 a jaka piękna jakość grafiki! No po prostu mniodzio 😀

Trzeciego stycznia przebieżyłam wszystkie sklepy zoologiczne w poszukiwaniu jedzonka odpowiedniego dla moich pti… jedzonka nie znalzłam, ale za to znalazłam Bursztyna.

Oto i on.

Jest bardzo podobny do Bursztynka, który mieszkał ze mną jak miałam 6 lat.

Wczoraj na treningu byłam sama, więc wykorzystałam to i poćwiczyłam podstawy fechtunku na spokojnie i bez widowni… w całkowitym skupieniu… trochę dziś czuję w barkach lekką ociężałość, ale co tam 😛

Potem przyszedł Piotrek i Geralt i zrobiło się wesoło 🙂

Ani się nie obejrzeliśmy jak nadeszła 19:30, a gość, który jest odpowiedzialny za budynek gwizdaną melodyjką dawał znak, że należy się już zmywać 😛

Czy wiedzieliście, że bambus może dotkliwie poranić?

Ja nie wiedziałam, dopóki połówka obwodu tego twardego derwna nie wlazła mi w opuszek kciuka 😦

Nawet na początku nie bolało… tylko krew płynęła strumyczkiem… za to dziś nieco boli, zwłaszcza przy dotykaniu kciukiem czegokolwiek 😦

Ciężko się pisze w takich warunkach 😛

Mieszkanie z kimś ma tak zalety, jak i mankamenty…

Kiedy mieszka się samemu, wie się z całą pewnością, gdzie następnego dnia będą takie zwykłe rzeczy, jak zapalniczka służąca do zapalaniu junkersa, długopis, czy kapcie.

Jeśli zabraknie papieru w toalecie, to jest to tylko Twoją winą, bo nie pomyślałeś, że rolka kiedyś się kończy, jeśli coś się wyleje czy przewróci z dala od trasy, jaką przemierzasz, to spokojnie może to dalej leżeć lub spokojnie wysychać.

A jak mieszkasz z kimś, to od razu pogląd na świat się zmienia diametralnie: jeśli nie ma papieru, to wszystko jego/jej wina, jeśli zniknęła zapalniczka, to na pewno on/ona zabrała nie wiadomo po co itd. itp.

Wzajemne obwinianie prowadzi najczęściej do kłótni większych lub mniejszych, kończących się albo pogodzeniem, albo trzaśnięciem drzwi wyjściowych…

Tak sobie niekiedy myślę: po co my się w ogóle w te pary łączymy? Tak na stałe, na zawsze? Dlaczego nie łączyć się np. tylko w celach prokreacyjnych, a później, jak nie będziemy pasować do siebie, to się rozstać i tyle?

Czyż tak by nie było łatwiej niż męczyć się nie wiadomo po co i za jakie grzechy w niedobranej parze aż do śmierci?

No chyba, że chcemy umrzeć młodo 😛 to wtedy jest sens 😛

No ale kto by nam zrobił herbatki ciepłej, kiedy akurat jesteśmy zaczytani w najnowszych postach na forum albo zagadani na gg lub skajpie?

Kto pomoże i pocieszy, kiedy jest źle i smutno? Kto doradzi w kłopotach i pomoże znaleźć rozwiązanie?

Na pewno nie psycholog 😛

I tym pozytywnym akcentem kończę do następnego razu…

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under papużki, podróże, praca zawodowa, życie

Drapnij

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s